Istredd

Istredd (prawdziwe imię Val) - pierwszoplanowy bohater opowiadania "Okruch Lodu". Był czarodziejem i kochankiem Yennefer. Postać ta występuje wyłącznie w opowiadaniu "Okruch lodu" ze zbioru "Miecz Przeznaczenia".

Historia

Spotykamy Istredda po raz pierwszy, gdy Geralt przychodzi do niego, ponieważ sądzi, że jest z nim Yennefer. Czarodziej zaprasza go do środka i tam odbywają rozmowę, w której kłócą się kto ma większe prawo do Yennefer. Efektem kłótni jest pojedynek następnego dnia dwie godziny po wschodzie słońca przy studni Zielony Klucz. Istredd staje do walki z tergańskim mieczem u pasa, lecz Biały Wilk nie zgadza się na pojedynek.

Charakterystyka

Istredd jest czarodziejem i dlatego uważa się lepszy od ludzi. U podstaw tej cechy stoi trudne dzieciństwo spędzone w wieży nad studiowaniem ksiąg sztuk magicznych pod nadgorliwym okiem (Istredd często dostawał nahajem)mistrza Roedskilda. Denerwuje go strasznie, gdy ktoś z przesądnego motłochu próbuje się parać magią. Kocha Yen i aby ją ze sobą utrzymać jest gotów stanąć w pojedynku z Wiedźminem.

Wygląd

Val wyglądał na krzepkie czterdzieści lat. Miał lekko szpakowate, proste, opadające do ramion włosy i liczne dodające powagi zmarszczki na czole, ustach oraz kącikach powiek. Jego oczy były szare i głębokie wskazujące na mądrość i łagodność.

Cytaty z opowiadania:

"Istredd nie wyglądał na więcej niż zasłużone, krzepkie czterdzieści. Miał lekko szpakowate, proste, sięgające ramion włosy i liczne, dodające powagi zmarszczki na czole, przy ustach i w kącikach powiek. Geralt nie wiedział, czy głębia i mądrość szarych, łagodnych oczu była naturalna czy wywołana czarami. Po krótkiej chwili doszedł do wniosku, że to wszystko jedno."

"Rozumiem ich, bo tak jak i oni, aby dojść do jakiej takiej wprawy w czamoksięstwie, musiałem się nielicho napracować. Jako zupełny szczeniak, kiedy moi rówieśnicy biegali po polach z łukami, łowili ryby albo grali w cetno i licho, ja ślęczałem nad manuskryptami. Od kamiennej podłogi w wieży łamało mnie w kościach i rwało w stawach, oczywiście latem, bo zimą trzaskało szkliwo na zębach. Od kurzu ze starych zwojów i ksiąg kasłałem, aż oczy wyłaziły mi na łeb, a mój mistrz, stary Roedskilde, nigdy nie przepuścił okazji, by ściobnąć mnie po plecach nahajem, sądząc widocznie, że bez tego nie osiągnę zadowalających postępów w nauce. Nie użyłem ani wojaczki, ani dziewcząt, ani piwa za najlepszych lat, kiedy wszystkie te rozrywki najlepiej smakują."