Kloszarda

„Dokładnie w połowie drogi między Nilfgaardem a Zerrikanią, w miejscu zwanym SZCZAWIM JAREM znajduję się gospoda. Owa odległość oceniania jest wyłącznie na oko w dodatku z lekka zaropiałe i nie do końca otwarte … Przybytek ten służy jako miejsce upragnionego spoczynku po trudach podróży, miejsce wypijanych brudzi oraz lokal, który może poszczycić się sławą posiadania najbrzydszych kelnerek w tej części regionu. Jedna z nich, Kloszarda jej imię jest posiadaczką ud tak szerokich, iż mogłaby do nich przytroczyć ciężar czterech wiader wody i nawet by tego nie zauważyła. Uda te znane są jak wieść niesie nawet w dalekich mroźnych krainach a wspomnienie ich niejednokrotnie rozpala serca i umysły tych niebojących się śmierci i obtarć wojowników, którym dane było skosztować ich zmysłowości.”

-Tylko nie to… - Geralt właśnie zaczynał uświadamiać sobie, że kolejna opowieść Jaskra będzie jak zwykle o kobietach.

„Kloszarda jak głosi legenda zakochała się kiedyś w świętym mężu, paladynie zakonu Słońca Ciepłego. Jak wiadomo jednak święci mężowie mają w zwyczaju stronienie od wszelkich uciech, które z odległości strzału z łuku choćby trochę pachną kobietą. Dla Kloszardy jednak nie stanowiło to większej przeszkody. Gdy nasz kochany świętoszek po raz kolejny i ostateczny odmówił zalotom kelnerki wątpliwej urody podpisał na siebie wyrok śmierci. Ostatnie, co zobaczył to patelnia pędząca w stronę jego głowy z prędkością człowieka, który właśnie zdał sobie sprawę, że obiad zaczyna wychodzić.”

-Chcesz powiedzieć, że kelnerka powaliła rycerza za pomocą sprzętu kuchennego? – Geralt nie do końca dawał wiarę historyjce barda.
-Oh, nie byle jaka to była patelnia. Ogromna i głęboka a i ciężka pierońsko! – Jaskier już lekko podchmielony kontynuował opowieść.

„Oszołomiony rycerz padł jak siedział a cała zawartość chmielowego kubka wylądowała na jego lśniącej zbroi. Jego piękny hełm, który wiele bitew oglądać już miał okazję doznał kilku niedużych wgnieceń i zarobił kilka drobnych rysek gdy bezwładna głowa stukała o schody prowadzące do piwnicy.”

-Na pewno nic Ci się nie pomyliło? Kobieta nie dość, że znokautowała krzepkiego mężczyznę to jeszcze miała siłę zaciągnąć go do piwnicy!? – Geralt powątpiewał w prawdziwość historii.
-Uda Wiedźminie…Pamiętaj o udach… - Jaskier zakręcił młynka pustym kuflem i opowiadał dalej.

„ Święty mąż odzyskał świadomość trochę później. Obudził go miły soczysty smak świeżego wiejskiego jabłka. Jabłko trochę zajeżdżało brudną szmatą, ale być może dlatego że ową szmatą było przywiązane do jego głowy by nie wypadło z ust. Nie to jednak było najgorsze. Najgorszym był fakt, że nie mógł poruszyć żadną kończyną a w dodatku było mu przeraźliwie zimno. Szczególnie w miejscu na literę „p”, którego nazwa nie mogła mu przejść przez usta nie powodując fali wewnętrznego zgorszenia”

-Nie mógł powiedzieć słowa pół-dupek? – Geralt lekko podchmielony zaczynał wkręcać się w historię.
-Myślę wiedźminie, że „penis” to słowo klucz! – Rzekł z wyrzutem bard i kontynuował.

„Z zimnym przerażeniem wbijającym się w mózg próbował rozeznać się w sytuacji i spostrzegł dokładnie naprzeciw pięknie wypolerowaną tarczę, w której mógł podziwiać swoje całkowicie nagie ciało. Każdą z kończyn solidnie przypięto metalowymi obręczami do desek zbitych na kształt ołtarza ofiarnego. Za jego plecami zamajaczył cień. Wypełnił większą część piwnicznej izby a zaraz potem w zasięgu wzroku pojawiła się pierwsza broda właścicielki owego cienia. W dłoni zaś dzierżyła jakiś obły kształt…”

- I co? Co było dalej? – Geralt chciał znać dalszą część historii.
- Słuch po rycerzu zaginął, a knajpa jak stała tak stoi. Wypijmy jeszcze Geralcie. – Skinął na brzydką, chudą kelnerkę.
-Przykro mi wojacy, ale na dziś skończyłam pracę. Za moment przychodzi zmiana i obsłuży was mości panowie.-Uśmiechnęła się szelmowsko i opuściła lokal.
-No cóż wiedźminie, tak oto kończą się historie przygód z kobietami. Dobrze, że to wszystko tylko zmyślona bajeczka dla Paladynów by omijali szerokim łukiem gospody takie jak ta. – Jaskier rozglądał się już za nową kelnerką.

-Cześć chłopcy! Co podać? – Broda miała głos!
-Jacy z was przystojniacy, chyba się zakochałam! – Broda się rozmarzyła.
-Hej! Dokąd się wybieracie słoneczka? – Broda sięgnęła po duży, metalowy i ciężki przedmiot…


EPILOG

Dwóch jeźdźców gnało na złamanie karku przez wieczorną szarówkę. Ludzie, których mijali powiadali, że pędzili jakby gonił ich sam diabeł. Niektórzy co bardziej bystrzy mogli zauważyć że jeden z nich był kompletnie nieprzytomny a drugi siwy miał za paskiem przytroczony uchwyt jakby od…patelni…