Czarne Słońce
|
Dodano: 18.08.2011 / autor: Giselher
|
|
W Gospodzie „Na Rozdrożu”, mimo późnej pory, był wyjątkowo duży ruch. Karczmarz ledwo nadążał z podawaniem zamówień. Środek izby zajęty był przez rząd stolików, które solidarnie były już zajęte. Jedyne wolne miejsce było w kącie pomieszczenia, obok podstarzałego miejscowego. W okna zastukały pierwsze krople deszczu. Nagle do gospody wszedł kolejny gość, młody, średniego wzrostu, z ostrym zaroście na twarzy. Zamówił kufel piwa i rozejrzawszy się po karczmie podszedł do wolnego miejsca przy staruszku. Bez słowa usiadł i chwilę po tym tego pożałował. Miejscowy mimo pierwszego wrażenia nie był stary, po prostu był siwy, a wyraźne rysy twarzy i wszystkowidzące oczy przeczyły wszystkim założeniom co do tego jegomościa. Zwłaszcza, że utkwił wzrok w swoim sąsiedzie. Nic nie mówiąc popił ze swojego kufla piwo, odsłaniając tatuaż na przedramieniu. Przedstawiał zwiniętą salamandrę otoczoną ogniem – znak cesarskiej gwardii przybocznej „Impera”. Czarne Słońce nie istnieje. Oficjalnie oczywiście. Działamy w mroku, wbrew każdym zasadom, jednocześnie z polecenia cesarza. Każdy kto do nas dołącza jest szkodnikiem dla społeczeństwa, kimś kogo trzeba się pozbyć. My się pozbywamy, na ich miejsce szkoląc Łotrzyków. Umiejętności szpiegowskie są dla nas na wagę złota. Sztylety są dla nas jak miecze obosieczne dla rycerzy, a trucizny jak łuki dla elfów. Ale tajemne sztuki ich skutecznego użycia poznasz dopiero później, po wyborze ścieżki. Jak już przy tym jesteśmy... |












