Serca z Kamienia - recenzja

News - Wiedźmin 3

Choć pierwsze duże rozszerzenie do trzeciej części komputerowych przygód Białego Wilka zadebiutowało już dobre kilka miesięcy temu, to z powodu braku czasu w redakcji dopiero teraz publikujemy recenzję tego dodatku. Za opóźnienie przepraszamy i zapraszamy do zapoznania się z naszymi wrażeniami dotyczącymi Serc z Kamienia. Miłej lektury!

Lukas77PL

W swojej recenzji Dzikiego Gonu wspomniałem, iż tytuł pozostawił u mnie lekki niedosyt w kwestii fabuły głównego wątku. Było naprawdę porywająco i epicko na wielką skalę, lecz sama końcówka pozostawiła dosyć mętne wrażenie. Po "Sercach z Kamienia" nie spodziewałem się zbyt wiele, oczekując kolejnego przyjemnego epizodu na wzór tych, których w podstawce było sporo. Kolejne przecieki zdawały się jednak mówić jasno, że to nie będzie zwykły dodatek. Czy te prognozy się sprawdziły i czy rzeczywiście historia Gauntera o'Dim'a oraz Olgierda von Everec przyćmiła te dziesiątki godzin fabuły pisane przez lata? Po odpowiedź zapraszam do poniższej recenzji.

Pierwsze za co twórcom należy się pochwała to trafnie obrany kierunek jeśli chodzi o ogólny klimat i inspiracje pojawiające się w "Sercach z Kamienia". Uświadczymy tam naprawdę nietypowej mieszanki motywów i aż trudno uwierzyć, iż twórcom udało się je posplatać w tak oryginalnym stylu. Jedną z lokacji jakie odwiedzamy jest wieś Bronowitz, której sama nazwa wyraźne nawiązuje do miejscowości Bronowice z "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego. Oczywiście tytułowe wydarzenie pojawia się również w historii prezentowanej przez dodatek i odgrywa niemałą, rzekłbym nawet, że przebojową rolę. Oprócz tego warto wspomnieć o inspiracji dla głównego wątku, za który posłużył motyw odnoszący się do bohatera baśni i legend, Pana Twardowskiego.

"Jeśli nie przywiodła cię tu wdzięczność, to znaczy, że jesteś tu przez ciekawość... Lubię tę cechę. Daje początek fascynującym historiom".

Klimat staropolskiej wsi to jedno, gdyż w tle dzieją się rzeczy, jak zwykli mawiać bohaterowie jednego z polskich pseudo-seriali, "które się fizjologom nie śniły". To nie przelewki, gdyż wspomniana sielanka przeplata się z mrocznym i intrygującym klimatem grozy, zagadkami, okultyzmem, a pośród tego wszystkiego nie mogło zabraknąć miłości dwojga ludzi. Relacje Olgierda i jego żony zostały przedstawione w sposób chwytający za serce, bardzo dojrzały i psychologiczny przez co świadomość faktu, że przebieg wydarzeń jest uzależniony od naszej decyzji potrafi zrodzić niejeden dylemat.

"A swoją drogą to zabawne, że nawet największe łotry mają wewnętrzną potrzebę, żeby spłacić dług wdzięczności"

Oddana do naszej dyspozycji fabuła nie byłaby niczym niezwykłym, gdyby nie postacie jakie pojawiają się w dodatku. Jeśli komuś się wydaje, że bohaterowie Dzikiego Gonu to szczyt możliwości studia CD Projekt RED, Serca z Kamienia mogą diametralnie odmienić ten sposób myślenia. Pierwsze skrzypce bez wątpienia odgrywa Gaunter o'Dim, jegomość zwany Panem Lusterko - ponoć zwykły kupiec, którego spotykamy już w prologu podstawki, we wsi Biały Sad. Lusterko z miejsca wygląda na podejrzanego typa, każde jego kolejne posunięcie zdaje się to potwierdzać, lecz zasłona niejednoznaczności i ciągłych niedopowiedzeń jaką nakładają na niego autorzy scenariusza trzyma w napięciu do samego końca, a wybory nigdy nie są jasne. Nie wiem jak REDzi to zrobili, ale sposób prezentacji o'Dima w zestawieniu z jeźdźcami Gonu z pierwowzoru sprawia wrażenie jakoby oni rzeczywiście byli jakąś marną jarmarczną sztuczką. Prawdziwym czarnym charakterem jest Lusterko i potwierdza to co chwilę w cudownie wrednym stylu.

"Cóż, nie zazdroszczę ci. Jak to mówią: uważaj, czego sobie życzysz".

Kolejna bardzo charakterystyczna i istotna dla fabuły persona to Olgierd von Everec, szlachcic prowadzący życie hulaki i rozbójnika razem ze swoją barwną kompanią, niemal żywcem wyjęty z Trylogii Henryka Sienkiewicza. Olgierd według krążących plotek jest człowiekiem wynaturzonym. W wolnych chwilach, których z pewnego powodu ma pod dostatkiem, lubi zająć czyjąś posesję w celu ucztowania i upajania się mocnymi trunkami, po jakimś czasie puścić ją z dymem, a jej właściciela ściąć na oczach córki. Kolejna postać i kolejne tajemnice. Powiązania pomiędzy nim, a o'Dimem zostają dość szybko nakreślone, a Geralt mając talent pakowania się w kłopoty musi wbrew własnej woli odegrać rolę w dramacie obcych ludzi i wybrać, po której stronie stanie na sam koniec.

"Oczy jak u sarny! Łabędzia szyja! I kibić taka, że dłońmi obejmiesz."

Grzechem byłoby pominąć znaną z książek Sapkowskiego oraz pierwszej części gry, rudowłosą medyczkę Shani, która pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie i staje się dziewczyną, z którą można konie kraść. Jej rola również została dobrze rozpisana i wszystkie wątki, w których się pojawia nie są typową zapchajdziurą w scenariuszu, ale interesująco poprowadzonymi epizodami. Szczególnie należy wyróżnić romans dziewczyny z Wiedźminem, w przypadku którego twórcy nareszcie sobie przypomnieli, jak budować relacje Geralta z kobietami. Miłosna przygoda Białego Wilka i Shani ma odpowiednie tło, buduje napięcie i zaciekawienie, a ewentualna scena erotyczna jest pierwszą, która się REDom udała w tej odsłonie serii. Nareszcie zamiast sarenek, wilków i reszty absurdalnych elementów w prosty sposób podkreślono więź dwojga kochanków.

Misje jakie przyjdzie nam rozgrywać w Sercach z Kamienia to ciąg przemyślanych i nieprzewidywalnych zdarzeń, a przebieg akcji przywołuje na myśl efekt kuli śnieżnej. Z każdym kolejnym zadaniem jesteśmy raczeni czymś nowym, niespotykanym do tej pory zarówno w wiedźmińskich grach i nie tylko. Questów nie jest dużo, lecz są one na tyle złożone i angażujące, iż potrafią wchłonąć bez reszty. Ogromną zasługą na tej płaszczyźnie jest poprawienie wrażenia filmowości. W dodatku zaobserwujemy bardziej zaawansowane scenki przerywnikowe z solidną choreografią, świetnymi ujęciami i widowiskową akcją. To co się dzieje na ekranie, czasami wręcz powoduje opad szczęki, jak przykładowo scena uwolnienia się Wilka z rąk Ofirczyków, czy przeniesienie się do pewnego snu, w którym to podczas rozgrywki zmienia się cały styl graficzny produkcji.

"Dobrze wam radzę... Odstąpcie, świniopasy. Za chwilę pan wiedźmin spuści wam ciężki wpierdol. Gdzie tu jest jakaś sztacheta?!"

Kolejną charakterystyczną cechą jaka uwydatnia się w rozszerzeniu to przedstawienie prostych pomysłów w wyrafinowany sposób. Na pewnym etapie Geralt dostaje trzy ważne zadania, a sposób w jaki się one rozwijają jest niesamowity. Za sprawą brata szlachcica, weźmiemy udział w najbardziej odlotowym weselu jakie pojawiło się w grach. Jeśli tylko najdzie nas ochota, będziemy mogli tańczyć, upijać się, brać udział w ludowych zabawach czy naparzać się sztachetami z podchmielonymi biesiadnikami w pełnej błota zagrodzie, pośród świń.

Innym razem zmierzymy się z koszmarami będącymi pozostałością po dramacie małżeństwa Olgierda, gdzie wydarzenia przedstawiono w otoczce przypominającej surrealistyczny horror. Zjawy, psychodeliczna atmosfera i nietypowa sceneria to coś, czego wiedźmińskie produkcje jeszcze nie oferowały. Kolejny zaś wątek wkręci nas w intrygę przetkaną motywem dzieł sztuki i spisków, w których istotną rolę odgrywają duże stosy złotych monet oraz napadu na skarbiec zaaranżowanego niczym w filmach pokroju Ocean's Eleven.

"Serca z Kamienia" to ulepszenie podanej wcześniej formy na wielu innych płaszczyznach. REDzi przyłożyli się do walk z bossami. Każdy z nich na najwyższym poziomie trudności potrafi dać w kość, lecz cała zabawa polega na tym, aby znaleźć ich słaby punkt. Wskazówki jak to zrobić ukrywa zarówno zachowanie jak i sam projekt oponentów. Ponadto, dialogi wspięły się na jeszcze wyższy poziom niż dotychczas. Niemal każda scena obfituje w wypowiedzi, w których jej uczestnicy dają coś od siebie, przemycają niezliczone przekazy i przemyślenia udanie kreując charakterystyczny nastrój na jaki zdecydowano się przy produkcji rozszerzenia. Co się tyczy zaś polskiej wersji językowej warto wyróżnić Jacka Rozenka, który, mimo że świetny jak zawsze, tym razem stanął przed zadaniem wymagającym zmiany barwy głosu praktycznie co drugą scenę w pewnym fragmencie fabuły. Aktor spisał się na medal, a pozostali, w szczególności Dariusz Odija, który użyczył głosu Panu Lusterko, utrzymali równie wysoki poziom.

Lokacje jakie możemy odwiedzić w dodatku to po raz kolejny kawał dobrej roboty ze strony projektantów. Mimo tego, w tym aspekcie nie doświadczymy jakiegoś powiewu świeżości. Nowe tereny zostały doklejone do regionu miasta Novigrad więc zarówno muzyka, jak i wygląd otoczenia to praktycznie to samo. Pojawiają się jednak perełki jak upiorny las na wschodnim skraju mapy, dwór, w którym niegdyś mieszkał Olgierd, czy też Akademia w Oxenfurcie.

Próbując wskazać jakieś słabe strony rozszerzenia, mam niemały problem, bowiem "Serca z Kamienia" to naprawdę pieczołowicie przygotowany projekt. Nie jest to jednak ideał i jedynym minusem, który dało się poczuć podczas rozgrywki był praktycznie brak nowych przeciwników, mając na myśli oczywiście potwory. Sprawiło to, iż kilka razy zwyczajnie się zawiodłem. Przykładowo, przemierzając wspomniany wcześniej las, z dreszczykiem na plecach i wzmożoną ciekawością na temat tego co mnie czeka, na końcu wędrówki, ponownie napotykając starego leszego. W innej sytuacji znowu mieliśmy gryfa, czy od czasu do czasu mglaki. Owszem, pojawiły się arachnomorfy, ale żądny przygód wiedźmin wolałby prędzej poganiać za jakąś mantikorą. Miejmy nadzieję, że "Krew i Wino" będzie od tym względem dużo atrakcyjniejsze.

"Serca z Kamienia" to bez wątpienia jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy epizod o Geralcie z Rivii jaki stworzyło CD Projekt RED. Nieszablonowa fabuła, barwne postacie, potężny ładunek humoru i niespotykany dotąd klimat czynią dodatek dziełem oryginalnym i pozostającym w pamięci na bardzo długo. Stosunek czasu gry (ukończenie zajęło mi około 25 godzin) do oferowanej zawartości sprawia, iż rozszerzenie jest warte każdej złotówki. Jeśli chodzi o mnie, "Serca z Kamienia" to najlepsze growe doświadczenie kończącego się już roku kalendarzowego i moja mała gra roku 2015. Po takiej dawce epickiej rozgrywki, hype na "Krew i Wino" jest chyba większy, niż na podstawkę przed jej premierą.

Plusy:

- świetna narracja

- fenomenalnie napisane postacie poboczne

- ogólna tematyka i inspiracje

- atmosfera grozy

- psychologiczne ukazanie niektórych wątków

- świetni bossowie

- wysoki poziom trudności

- filmowość

- Gaunter o'Dim :-)

- Minusy:

- niemalże brak nowych rodzajów potworów

- szkoda, że takie przygody nie trwają wiecznie :-)

Ocena: 10/10

Zireael

Twórcy gier przyzwyczaili nas do tego, że za niemal każdą zawartość dodatkową do wydanego przez nich tytułu każą nam słono płacić. Niemałą fortunę należy wydać za fabularne rozszerzenie, w którym przyjdzie nam spędzić czas raczej odwrotnie proporcjonalny do wydanych przez nas pieniędzy. Pominę tutaj milczeniem przypadki, kiedy nawet specjalny ekwipunek dla konia może znacząco nadszarpnąć nasze fundusze. W ostatnim czasie nie widać żadnych szans na zmianę sytuacji, jednak z odsieczą przybywają REDzi z darmowymi DLC oraz dodatkiem fabularnym, który za takie pieniądze daje niesamowicie dużo frajdy.

Żeby nie być gołosłowną jako przykład przywołam ostatnie rozszerzenie pt. Tresspasser do Dragon Age: Inkwizycja. Sam dodatek był naprawdę dobry, rozwiał wiele wątpliwości i w pewien sposób dał nadzieję na powstanie kolejnej części. Zapewnił zabawę na około 8h, a kosztował 60 zł. Z kolei "Serca z Kamienia", również w wersji cyfrowej, to wydatek rzędu 40 zł, a spędziłam w nim kilkanaście godzin. Rachunek jest prosty, dlatego po raz wtóry chwała i cześć studiu CD Projekt RED, gdyż przywracają oni wiarę w branżę elektronicznej rozrywki.

Po zapowiedziach, zwiastunach i screenach można było mniej więcej określić ramy fabularne dodatku, ale oczywiście nadal nie wszystko było jasne i klarowne. To samo uczucie towarzyszyło mi przez niemal całą rozgrywkę, więc wyobraźnia działała na najwyższych obrotach. Gracz nie jest w stanie jednoznacznie określić, kto w układzie Pan Lusterko - Olgierd von Everec jest tym “lepszym”, bo żaden z nich bez winy nie był. Ten fakt uważam za jedną z większych zalet produkcji, gdyż taki stan rzeczy bardzo przypomina opowiadania Sapkowskiego.

Skoro już o opowiadaniach mowa - fabuła "Serc z Kamienia" pokazała Geralta w skali “mikro”. Już tłumaczę o co chodzi. Biały Wilk nie zajmuje się ratowaniem świata przed Wielkim Złem, nie pomaga królom, nie walczy z Dzikim Gonem. Po prostu poprosił niewłaściwego człowieka o pomoc, przez co później musiał zapłacić wysoką cenę. Ile razy w opowiadaniach byliśmy świadkami tego, że kompletnie nieświadomie, z własnej (lub jaskrowej) winy Wiedźmin wpakował się w kłopoty i musiał ratować własną skórę?

Dziki Gon akcją i fabułą bliższy był raczej Sadze, jednak tak samo jak w przypadku "Serc z Kamienia" świat przedstawiony w dodatku jest szary, a nawet brudnoszary. Tutaj nie ma podziału na dobrych i złych, nie ma bieli i czerni. Nic nie jest pewne, tylko to wiem na pewno. Postaci Pana Lusterko i Olgierda są napisane w mistrzowski sposób. Szczególnie przedstawiciel rodu von Everec został pokazany tak, że chciało się poznawać jego historię, tym bardziej, że sam początkowo skąpił szczegółów na temat własnej osoby.

Ten wąsaty i łudząco przypominający obraz Sarmaty z utworów Jana Chryzostoma Paska, czy Wacława Potockiego szlachcic, intryguje i wzbudza mieszane uczucia przez całą rozgrywkę. Możemy czuć do niego pogardę lub starać się zrozumieć jego postępowanie i ubolewać nad jego losem. Zupełnie jak w przypadku Krwawego Barona z podstawowej wersji gry. Nastawienie gracza do Olgierda w pewien sposób dyktuje ostateczny wybór i zakończenie dodatku.

Trzeba przyznać, iż finalna decyzja z jednej strony jest lekko kontrowersyjna i dyskusyjna. To kolejny dowód na szarość przedstawionej historii. [SPOJLER] Jak to się mówi deal is a deal - z zawartej umowy, którą możemy uznać za cyrograf, wywiązał się jedynie Pan Lusterko, dlatego też miał on pełne prawo do zabrania duszy Olgierda. W tym momencie działa jedynie sumienie gracza, które z psychologicznego punktu widzenia również może wywiązać dysputę w kwestii moralności i etyki. [/SPOJLER]

Pozostańmy jeszcze chwilę na księżycu. Ci, którzy czytali Opowiadania lub Sagę zapewne zdali sobie sprawę, iż Sapkowski w ukazanych historiach czerpał garściami z bajek i baśni. Przykładowo "Ziarno Prawdy" łudząco przypomina "Piękną i Bestię", "Trochę Poświęcenia" "Małą Syrenkę", a w "Granicy Możliwości" można dopatrzeć się Szewczyka Dratewki. To samo tyczy się "Serc z Kamienia" - nawiązań głównie do polskiej literatury (chociaż nie tylko) jest naprawdę dużo. Samo podpisanie cyrografu przywołuje na myśl "Pana Twardowskiego", czy "Mistrza i Małgorzatę". Wesele to oczywiście Wyspiański ze znanym cytatem: trza być w butach na weselu, czy też "Chłopi" Reymonta. Ponadto mocno wyczuwalny jest także sienkiewiczowski klimat. "Serca z Kamienia" to prawdziwie polski dodatek, co do tego nie mam wątpliwości.

Niezwykle klimatyczne są również lokacje, które przyjdzie nam zwiedzić. Poczynając od pięknie przystrojonych chat podczas hucznego weseliska, poprzez dom aukcyjny Borsodych i posiadłość von Evereców, a kończąc na świątyni Lilvani. Grzechem byłoby nie wspomnieć o zwiedzaniu niektórych miejsc z innej perspektywy, dzięki stylizowanym na van Gogha obrazom żony Olgierda, czy zakładowi z Panem Lusterko. Nie raz i nie dwa podskoczyłam na krześle, włos zjeżył się naprawdę wiele razy. Trzeba przyznać, że Serca z Kamienia to dosyć mroczny dodatek. I to nie tylko ze względu na ukazane lokacje, ale i historię, która pokazuje ciemne zakamarki ludzkiej natury.

Muzyka nie zawiodła, gdyż przywodziła na myśl pierwszą odsłonę serii, ale również nie powaliła na kolana. Sam motyw dodatku jest świetny, Marcin Przybyłowicz odwalił kawał dobrej roboty, jednak w pozostałych utworach jest on mocno słyszalny, przez co powtarzalny. W pamięci utkwiła skoczna muzyka z wesela, za co brawa należą się zespołowi Percival Schuttenbach, jak i dosyć straszna (ale dająca pewne wskazówki i poszlaki) piosenka dzieci pod drzewem we wsi Jantra.

Jak w każdej produkcji CD Projekt RED na szczególną uwagę zasługują dialogi, które w "Sercach z Kamienia" są dowodem na to, że twórcy przeszli samych siebie. Nagrodę Srebrne Usta, jak i tytuł mistrza oratorskiego otrzymuje Witold von Everec, który sprawił, że płakałam ze śmiechu. Jego smalenie cholewek do Shani powinno wytyczyć nowe standardy we współczesnym podrywie. Komicznie było oglądać jak z ust Geralta wydobywają się te wszystkie witoldowe teksty, a o samym tańcu nie wspomnę. Biały Wilk również nie zawiódł, na specjalne wyróżnienie zasługuje rozmowa ze strażnikiem podczas napadu na dom aukcyjny. REDzi ponownie nie zawiedli, scenariusz dodatku to mistrzostwo krasomówstwa.

Przechodząc powoli do podsumowania, muszę (niestety) przyczepić się do jednej rzeczy, a mianowicie do tak bardzo wyczekiwanego (głównie przez męską część graczy) wątku romansowego z Shani. Medyczka jak zwykle wypełniała swoje powołanie, nic a nic się nie zmieniła, a spotkaliśmy ją w takich okolicznościach, które jedynie potwierdzają moje wcześniejsze słowa. Mierziło mnie jedynie podejście Geralta do tej znajomości. Oczywiście, jako tako spełnił swoją rolę jako przyjaciel, co do tego nikt chyba wątpliwości nie ma. Z kolei jeżeli chodzi o “bonusy” owej przyjaźni, to okropecznie mu się do tego spieszyło. To nie był Geralt, którego znamy z Sagi, to był Geralt - macho.

"Serca z Kamienia" są z pewnością warte swojej ceny. Nawet wersja z kartami do Gwinta, gdyż jakość ich wykonania jest naprawdę wysoka. Lekko irytujący jest jedynie system liczenia punktów, ale w sumie sama nie mam pomysłu jak to można lepiej zrobić. Zaprojektowane do tego dodatku lokacje, jak i sama historia jest niezwykle klimatyczna i mroczna. Postępowanie głównych bohaterów poddaje wątpliwości pojęcie moralności, zatarła się granica pomiędzy dobrem, a złem, gdyż tego pierwszego już praktycznie nie ma. Powolna utrata człowieczeństwa przez Olgierda, wyrzeczenia, które przyszły z ceną zawarcia paktu z Panem Lusterko, stawiają pytania, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiej osoby. I czy nadal jest to dowód miłości, czy też egoizmu. Oprócz fantastycznego gameplayu, który wymagał nie lada zdolności manualnych i cały czas trzymał w napięciu, "Serca z Kamienia" skłaniają do myślenia, dlatego jeżeli jeszcze nie graliście, to migusiem zamawiajcie, bo z pewnością będziecie się dobrze bawić.

Plusy:

- fabuła

- dialogi

- świetni bohaterowie

- mroczny klimat

- lokacje

Minusy:

- mało angażujących zadań pobocznych

- nowe zbroje szału nie robią

Ocena: 9+/10

Regis

Studio CD Projekt RED po wydaniu jednej z najlepszych produkcji w historii nie spoczęło na laurach, tylko zakasało rękawy do ciężkiej pracy, aby tym razem dobitnie udowodnić, że tworzenie dodatków do gier, to nie tylko odcinanie kuponów, ale też coś więcej. "Serca z Kamienia" są odpowiedzią na pytanie, czy się udało?

Pierwszy duży dodatek do Dzikiego Gonu jest porządną odskocznią od głównego wątku, czyli tym czego podstawce zabrakło, szczególnie w dalszej części rozrywki. "Serca z Kamienia" dają nam zakosztować powrotu do wiedźmińskich korzeni w postaci porywającego, a zarazem perfekcyjnie spójnego opowiadania z ładnym przesłaniem. Historia zaczyna się niewinnie i przez pierwsze godziny wręcz wydawała mi się trochę za lekka. Wiadomo, to Wiedźmin, więc miło mi się oglądało wszystkie mistrzowsko wyreżyserowane cut-scenki, słuchało głupawych tekstów i wyłapywało dziesiątki, jak nie setki, cytatów i odniesień. Jednak jak się okazało scenariusz tylko z początku jest taki beztroski, a z czasem coraz wyraźniej zarysowuje się poważny problem głównego bohatera związany z nieszczęśliwą miłością, alkoholem i brakiem pieniędzy, a nawet tfu, tfu samym diabłem w tle! Oczywiście nie brakuje nieoczekiwanych zwrotów akcji i ostatecznie to od nas zależy, jak zakończy się cała historia.

Na jakość przedstawionej w dodatku opowieści bardzo pozytywnie wpłynęli świetnie nakreśleni bohaterowie. Wymienię tylko: znaną z Sagi i pierwszej części gry medyczkę Shani, wzorowanego na Kmicicu szlachcica Olgierda von Everec, jego żonę Iris, brata Witolda, Pana Lusterko i w końcu demoniczny duet w postaci Kota i Psa. Chociaż szczerze powiedziawszy, to trudno byłoby mi w wskazać w "Sercach z Kamienia" choćby jednego słabo napisanego bohatera. Nawet głupi połykacz płomieni z wesela zapadł mi w pamięć.

"Wiedźmina [Pułkownika] będą chować, to i niebo płacze."

Tradycyjnie całość przesiąknięta jest słowiańskim klimatem. Poza wspomnianymi aspektami (przedstawiona historia, bohaterowie, cytaty i odniesienia) podkreślają go również pierwszorzędne dialogi okraszone wykonanym z niespotykanym dotąd pietyzmem mistrzowskim dubbingiem. O smaczkach w stylu chrzcin nowej szabelki imć Bohatyrowicza, czy ukryciu klucza do skarbu w (khem khem zgadnijcie, gdzie można ukryć klucz) nie wspominając.

O klasę ciekawiej niż w podstawce prezentują się również całkiem spore nowe obszary, które możemy przemierzać w "Sercach z Kamienia". Zdecydowanie największe wrażenie zrobił na mnie dwór rodziny Everec z malowanym światem ze wspomnień żony Olgierda na czele. Na dużą pochwałę zasługuje również zaaranżowanie sceny miłosnej z Shani, chociaż tutaj muszę zaznaczyć, że cały wątek z medyczką jest trochę smutny - zawodowo osiągnęła bardzo dużo, ale prywatnie bezcenne lata życia przeciekły jej między palcami.

Pomimo wszystkich wspomnianych wyżej superlatyw "Serca z Kamienia" nie są pozbawione wad. Toteż z jednej strony w dodatku pojedynki są wymagające (grałem na "Drodze ku zagładzie") i co najważniejsze świetnie zaprojektowane (dotyczy to także całkiem sporej liczby ciekawych miejsc do odkrycia), sprawiając tym samym masę radości podczas rozrywki. Jednak z drugiej strony będący jakby nie patrząc ważnym elementem gier RPG rozwój postaci leży na całej linii - nawet nie wypróbowałem słów runicznych. Powód prosty - zwyczajnie nie poprawiłyby one statystyk, jednak możliwość dowiedzenia się, że nic nie dają kosztowała mnie 30 tysięcy orenów, które zbierałem przez ponad 100h. Przecież to jakaś kpina! Podobnie sprawa ma się z nowymi rynsztunkami oraz całym znalezionym żelastwem. Liczę, że wydaniu kolejnego dodatku pt. "Krew i Wino" będzie towarzyszyło gruntowne przebalansowanie rozrywki, ponieważ za możliwe, aby bez skalowania przeciwników gra była wymagająca przez te 120h (teraz jest przez pierwsze 50), a zarazem dawała przyjemność z rozwoju postaci. Wtedy Wiedźmin 3 będzie już kompletnym tytułem idealnym. Niestety na ten moment dodatek tylko podkreśla, że już przy podstawce był problem z balansem rozrywki w dalszej części gry.

Reasumując, po serii średniawych darmowych DLC do Wiedźmina 3 nie spodziewałem się tak pozytywnej niespodzianki jaką zaserwował mi pierwszy duży dodatek pt. "Serca z Kamienia". Pogłębia on zarówno zalety (fabuła, dialogi, dubbing, postacie, system walki) jak i wady (balans rozrywki) podstawki, więc suma suma summarum wychodzi na... plus, bo to tylko dodatek, a nie pełnoprawna kontynuacja, czy całkiem nowa gra osadzona w uniwersum. "Serca z Kamienia" są prawdziwym ukłonem dla fanów Wiedźmina. To dodatek, który można kupić za 35 złotych... Dodatek, który może śmiało konkurować z innymi pełnoprawnymi tytułami... I przede wszystkim bezdyskusyjnie najlepsze rozszerzenie do gry z jakim miałem do czynienia. Majstersztyk.

Plusy:

- fabuła

- aluzje, nawiązania i cytaty

- dialogi

- dubbing

- postacie

- świetnie zaprojektowane pojedynki

Minusy:

- mało angażujących zadań pobocznych

- nowe zbroje szału nie robią

Ocena: 10/10