Wiedźmin 3 - pierwsze wrażenia - wyniki konkursu

News - Wiedźmin 3

Zobaczcie czyje wrażenia z grania w trzecią część komputerowych przygód Białego Wilka postanowiliśmy nagrodzić. Na wstępie chciałbym jeszcze poprosić wszystkich czytelników, abyście zamieszczając w komentarzach szczegóły fabuły Wiedźmina 3, oznaczali fragmenty, w których się one znajdują w ten sposób "[SPOJLER] treść szczegółów fabuły [KONIEC SPOJLERA]".

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Nagrodzone wrażenia

Firo

Wiedźmin trzeci to gra wspaniała,

wielka i piękna że głowa mała,

Przed premierą "redzi" cuda obiecali,

przyznać jednak muszę że słowa dotrzymali,

Po pierwszę fabuła, ta jest genialna,

świetnie poprowadzona i nieprzewidywalna,

Po drugie grafika, ta nie ustępuje,

z zachwytem patrzę w niebo, drzewa obserwuję,

Po trzecie muzyka, co w tle gdzieś przygrywa,

zaś kiedy trzeba do walki nas zrywa,

Godzina, za godziną a końca nie widzę,

zlecenie na Nekera czy na Południcę.

Zatopione skarby i potworne gniazda,

wizyta u kowala czy na Płotce jazda.

Małe biedne wioski, i ogromne miasta,

jeden wegetuje, drugi groszem szasta.

Odcienie szarości, trudne dylematy,

odebrać komuś życie? nie odebrać zapłaty?

Tu każda decyzja ma jakieś znaczenie,

Tu my decydujemy a nie przeznaczenie,

Sakiewka już pełna, miecze naostrzone,

Płotka napojona, zlecenie ukończone.

Czas ruszać drogę, żegnajcie moi mili,

gdzieś na końcu świata czeka na mnie Ciri.

Oko

Dnia dziewiętnastego maja

O świcie wstając,

Sagę przypominając,

I od zajęć wolne mając.

Na posłańca też czekając.

Z kąta w kąt jak zając

Kicając.

Od trudności uciekając.

A czas leci,

Słońce świeci.

Już południe,

Ach jak cudnie!

Myślę sobie:

Gdzież ten chłop jest do cholery!

Czyż porwały go nekkery?

Lecz posłaniec dupa,

Gdyż zamówień kupa.

Aż tu nagle przed zachodem

Posłaniec nadchodzi z pochodem,

A w swych rękach paczkę trzyma.

Patrzę na nią mymi oczyma.

Dawaj to i idź precz!

Aż po ciecz

Iść trzeba, bo emocje góra wzięła.

Ludziska, razem ze mną się cieszcie.

Wreszcie!

Mój Ci on,

Dawać tron.

Ja zasiadam.

Instalując,

cały czas się denerwując.

Niech ta druga płyta wczyta.

No wczytajta!

Poszło ździebko dwie godzinki,

Więc wesołe strugam minki.

Odpalajta...

Zobaczywszy intro znane,

Prawie ja się popłakałem.

Odpaliwszy nową gierkę,

Cały czas się uśmiechałem,

Potem znów się popłakałem,

Zaś na końcu oniemiałem.

Dziś przegrajta godzin kilka,

Ciągle męcząc tego Wilka.

Biały Sad już opuściłem!

Czwarty poziom ledwo wbiłem.

Taki ogrom tej przygody,

Lecz nie czas tu na wywody.

Będę kończył pozdrawiając

I się z Wami też żegnając.

Do zobaczenia na szlaku,

Wielmożny Wiedźmaku!

ultimate

Wybaczcie ten przydługawy wstęp, ale nie określiliście limitu znaków, a dla mnie ta cała otoczka, oczekiwanie do premiery również wpłynęło na obecne wrażenia „z grania”. Dlatego postanowiłem się trochę rozpisać. Jak ktoś chce przeczytać właściwe wrażenia z premiery i gry, to zawarłem je w ostatnich 3 akapitach. Liczę jednak, że zechcecie przeczytać cały mój wywód :)

Częstochowa 5 luty 2013 roku - wydawać by się mogło dzień jak co dzień, temperatura oscylowała w okolicach 4-5°, momentami padał delikatny deszcz, przerywany co raz to mocniejszymi podmuchami wiatru. Poranek rozpoczął się leniwie. Jadąc zaspany na uczelnię nie spodziewałem się, jakie wieści będą czekały na mnie w domu po powrocie. Wieści, które uczyniły ten dzień absolutnie wyjątkowym. Zaraza, nawet tę paskudną pogodę zapamiętałem pozytywnie. Tegoż właśnie dnia oficjalnie dowiedziałem się, że Wiedźmin 3 jest w produkcji! Na widok okładki marcowego wydania Game Informera mocniej zabiło mi serce. „Czy to jest Geralt i… Ciri?!” O kur… ekhem, …de!

Klepsydra z piaskiem odmierzającym dni do premiery została odwrócona (wtedy przewidywanej na 2014 rok). Chłonąłem każdy news, każdy zwiastun, każdą nawet najmniejszą wzmiankę na temat produkcji. Rozpocząłem wielomiesięczny proces odkładania na nowy komputer, który pozwoliłby mi powrócić do tego Świata i podziwiać go w możliwie najlepszej oprawie. Przygotowywałem się do obrony pracy magisterskiej, w międzyczasie dorabiając na boku. Postanowiłem jednak nie zmieniać komputera do czasu ogłoszenia wymagań, a te jak pamiętamy poznaliśmy dopiero w styczniu 2015 roku. Nie chciałem, aby moje ponowne spotkanie z Geraltem wyglądało tak, jak w przypadku premiery Wiedźmina 2. Wtedy mój sprzęt ledwie udźwignął ten tytuł i jak możecie sobie wyobrazić, pod względem wizualnym nie była to w pełni satysfakcjonująca przygoda. Fakt przesunięcia premiery trzeciej części gry zabolał mnie równie mocno, jak każdego fana. Z drugiej jednak strony był mi jednocześnie na rękę. Z pracą bywało różnie i nazwijcie mnie nerdem, ale nie chciałem iść w aspekcie zmiany sprzętu na kompromisy. Obawiałem się, że mogę nie kupić go na czas. Tym bardziej, że po drodze pojawiały się przecież niespodziewane wydatki, a wśród nich przyjemności, których naprawdę żal było sobie odmówić. Mam tu na myśli fenomenalne wiedźmińskie słuchowiska od Fonopolisu, rewelacyjne puzzle, które wypadało oprawić w ramę, Dom ze Szkła, planszówka, czy preorder edycji kolekcjonerskiej. Swój egzemplarz EK udało mi się nabyć bez problemu. Zresztą nie mogło być inaczej. Obiecałem sobie, że choćby się waliło i paliło, zdobędę go. Po dziś dzień serce mi się kraja, że nie posiadam takowych edycji pierwszej i drugiej części gry. Fakt dodania Warownii do czytnika uchronił mnie przed przegapieniem 5 czerwca 2014 letniej konferencji CD Projekt RED, na której zaprezentowano poszczególne edycje gry i rozpoczęto zbieranie zamówień przedsprzedażowych. Bałem się co prawda, że trzeba będzie opłacić od razu, ale na szczęście obawy okazały się bezpodstawne. Pogodziłem się z faktem, że nie wyrobię z zakupem nowego komputera na 24 lutego. Cierpliwość jest cnotą. Wolałem zacząć swoją przygodę z trzecim wiedźminem miesiąc lub nawet dwa później, ale w warunkach takich, jakie sobie wcześniej wymarzyłem.

Kolejne dni upływały powoli, w rytm słuchanych po raz n’ty wiedźmińskich soundtracków. Publikowane utwory z trzeciej części gry dosłownie zapierały dech w piersiach. Nie było dnia, by nie znalazły się w mojej trackliście. Zaobserwowałem też dziwne zjawisko. Za każdym razem, gdy udostępniano co raz to nowsze wariacje wspaniałego tematu Adama Skorupy, coś wpadało mi do oka i powodowało łzawienie. Jakiś atak alergii, czy co? ;)

I wtedy nastąpiło kolejne przesunięcie premiery. Tym razem na 19 maja. Termin wydawał się być w końcu ostateczny. Była to zatem podwójnie radosna wiadomość. Przynajmniej dla mnie. Nie przyznawałem się do tego, ale byłem chyba jedyną osobą, która ucieszyła się z takiego obrotu spraw. Zakup nowego komputera planowałem na początek kwietnia. Wolałem uniknąć konieczności omijania spoilerów i udało się! Korzystając z faktu, że do premiery pozostało jeszcze trochę czasu, dałem radę dokończyć ponowną lekturę książek i odświeżyć drugą część gry. W końcu na maksymalnych ustawieniach! :) Nie mogłem być bardziej gotowy na premierę! Pod koniec kwietnia coś jednak zaczęło szwankować ze sprzętem i chcąc nie chcąc zmuszony byłem zareklamować. W końcu nie minął nawet miesiąc od zakupu. Proces reklamacyjny dłużył się prawie dwa tygodnie. Jednak jakaś opatrzność czuwała nade mną. Dobrze, że stało się to na początku maja, a nie na przykład w dniu premiery! Reklamację uznano i komputer z wymienionymi podzespołami zwrócono mi na tydzień przed premierą.

Odliczanie ostatnich dni było trudne i piękne zarazem. Dyskusje w komentarzach na Warownii, czy na oficjalnym fanpage’u Wiedźmina na FB już zawsze będę ciepło wspominał. Cały ten markering wygenerował niepowtarzalną atmosferę. Do dziś nie wiem jak mi się to udało, ale załatwiłem sobie wolne w pracy na 19 maja. Czego można było więcej oczekiwać?

Nadszedł 18 maja, atmosfera sięgnęła zenitu wraz z smsem od paczkomatu: „Czy słyszysz ten galop…?” Tak, słyszęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę – zaśpiewałem, prawie równie melodyjnie, jak wokalistka Percivala. Atmosfera przy paczkomacie była świetna! W moim mieście niestety nie odbywała się nigdzie nocna premiera, więc trzeba było samemu zadbać o atmosferę. Po godzinie 23 nie było za ciepło, ale nie przeszkodziło mi to odebrać swojej kolekcjonerki w wiedźmińskiej koszulce z krótkim rękawkiem. Poza tym udało się poznać kilku nowych ludzi, którzy również odbierali swoje egzemplarze gry. Pożartowaliśmy, porobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, no i uśmialiśmy się za sprawą interwencji zaniepokojonego strażnika nocnego, który wziął nas za pracowników Inpostu. Śmiem twierdzić, że takiego ruchu i skupiska olbrzymich pudeł nie ma przy tym paczkomacie nawet za dnia :)

kres od momentu odebrania gry do jej włączenia zleciał mi błyskawicznie. Pomijam fakt, że kolega zostawił w moim aucie telefon i musiałem na niego czekać pod blokiem z pudłem, które już dosłownie parzyło mnie w rączki ;) Szybki wjazd windą, odpakowywanie, zbieranie szczęki po zobaczeniu zawartości, soundtrack magicznie lądujący w wieży, żonglowanie krążkami instalacyjnymi. Godzina 1:24 - Finally! Ceádmil, Gwynbleidd! Z głośników rozlewa się przepiękny i nostalgiczny Main Theme. Sprawdzam ustawienia graficzne, uśmiecham się w duchu i klikam „Rozpocznij grę”.

Wydaje mi się, że sam Mickiewicz nie znalazłby odpowiednich słów, by opisać to, jaka gama skrajnych emocji przelała się przeze mnie tej nocy. Jeśli miałbym podsumować swoje wrażenia z gry jednym słowem? Nieziemskie! Trzeci Wiedźmin posiada wszystkie te elementy, których brakowało mi w poprzednich częściach. Mocno zachwycił mnie zwłaszcza Świat, który po raz pierwszy jest naprawdę „otwarty”. To nie były puste obietnice. W końcu mogę eksplorować go wedle uznania i poczuć tę magię wypływającą z podróżowania szlakiem. Tym razem nie mamy podziału na Akty i Rozdziały, więc nie musimy się obawiać, że jakaś lokalizacja zostanie nam bezpowrotnie zablokowana. Fabularnie majstersztyk! Miało być bez spoilerów, więc powiem tylko tyle, że dla mnie, osoby dobrze zaznajomionej z książkami, prolog stanowił prawdziwą bombę emocjonalną, po której długo nie mogłem się pozbierać. Miejsce, w którym rozpoczynamy grę w połączeniu z muzyką, która przygrywa w tle? Brak słów! Kto grał, ten wie o czym mówię. Obecnie mam za sobą około 30 godzin gry. Wydaje się to niewiele, a wystarczyło Redom na to, by zaatakować mnie całą plejadą emocji - Śmiech przez żal, zaskoczenie i niepewność, napięcie, strach, frustracja, no i oczywiście łzy i wzruszenie. Gwoli podsumowania odniosę się do wyborów i ich konsekwencji. Oczywiście bez spoilerów! W tym aspekcie jestem trochę jak Geralt – mam swoje zasady. Jedną z nich jest fakt, że trzeba liczyć się z konsekwencjami swoich decyzji i nie oglądać się wstecz. W poprzednich częściach (gdy grałem pierwszy raz) nigdy nie zdarzyło mi się wczytywać wcześniejszych stanów gry, by coś w tej kwestii zmieniać. Grając w trzeciego Wiedźmina po raz pierwszy złamałem tę zasadę. Nie jestem z tego dumny, ale konsekwencje moich decyzji były tak straszne, że pisząc kolokwialnie dosłownie wypaczyły mój kręgosłup moralny i „zorały” psychę ;) Od tej pory nie mogłem pozbyć się uporczywych myśli: „a co by było gdyby”, „a jeśli bym wtedy zrobił to tak, to czy w ogólnym rozrachunku nie byłoby jednak lepiej?” To było straszne! Na pewno każdy z nas zna to uczucie, gdy ogląda się jakiś film, widzi znajomego aktora, ale nie można sobie przypomnieć z jakiej roli się go pamięta? To było podobne natręctwo! Wgryzało się w moją świadomość i nie pozwalało kontynuować gry. Koniec końców musiałem ulec i wczytać wcześniejszy save, by przekonać się na własnej skórze, w którą stronę pójdzie historia, jeśli postąpię inaczej. No i za to kocham to uniwersum! W Wiedźminie nigdy nic nie było czarne i białe. Tym razem jednak dylematów jest jeszcze więcej, a wagę swoich decyzji przyjdzie nam niekiedy poznać po jakiś czasie :)

Gerwant

Gdy już gra się zainstalowała niezwłocznie ją odpaliłem. Patrzyłem jak zahipnotyzowany w ekran. Widzę, że pojawia się animowany filmik, ten o świecie Wiedźmina. Pomyślałem sobie: "czekałem 3 lata, te dwie minuty to już za dużo". Szybko go przeklikałem, a następnie przeszedłem do podziwiania startowego menu. W myślach dziękowałem Redom, że gra jeszcze nie spaliła mojego laptopa, ale to był przecież dopiero pierwszy krok.

Uruchomiłem nową przygodę na przedostatnim poziomie trudności. Podobnie jak poprzednią animację, intro również pominąłem, chociaż tutaj wytrzymałem trochę dłużej.

Zaczynam prolog i zaczynam się bić w głowę, że dałem się skusić materiałom przedpremierowym. Niby oczy dużo nie zobaczyły, ale bez tego to wszystko byłoby jeszcze cudowniejsze. Szybko jednak o tym zapominam bo słyszę jakiś motyw muzyczny z W1...do tego znana nam lokacja z pierwszych minut gry, koszula Geralta i można się popłakać. Tak w nawiasie, prolog pewnie niedługo przejdę jeszcze raz, nie zdążyłem się nim nacieszyć, od razu chciałem na łapu-capu brnąć do przodu. Z każdą minutą bowiem było coraz lepiej. Pomijając kwestię fabularne...gra ma niesamowity klimat. To jest bardzo bliskie temu co czytaliśmy w książkach. Na każdym kroku słyszymy wyzwiska w naszą stronę, kobiety nie chcą żebyśmy się zbliżali do ich rodzin, wszędzie pogarda i strach. Jeszcze te gadki z Vesemirem o wspólnym fachu, ech... Czuć teraz pełną esencję bycia wiedźminem.

Jeśli chodzi o lokację, to Biały Sad wg mnie jest lepszy, a już na pewno tak samo dobry jak Odmęty. To prawdziwa polska wioska radoska. Wliczając W to oczywiście zarówno te dobre, jak i złe strony. W dodatku oprawa graficzna robi swoje. Gram na niskich ustawieniach, jedynie poziom tekstur i detali ustawiam na średni, ale ta gra powala. Widoczki, zachody słońca, słoneczne pola, ciemne bory, bagna z taką niebiesko-brązową kolorystyką (rodem z E3) to coś pięknego. Tak jak pisał Lukas, grzechem jest po prostu czasami pędzić galopem czy sprintem.

Następna sprawa, czyli to jak Redzi potrafią opowiadać fabułę i historię okolicy mały pierdołami, jeśli się tak mogę wyrazić. Prosty przykład - koło odkopanej, ale nie opróżnionej skrzyni ze skarbem leży martwy mężczyzna, obok jakaś łopata, a kilka kroków dalej kręcą się utopce, plaża zaś upstrzona plamami krwi. Wstawiają te trzy, cztery elementy, a już tworzą jakąś unikalną historię tej osoby. Prawie każdy chyba kimś tu jest. A tu komuś Czarni brata zabili, a to kogoś do wojska wcielili, jeszcze inny dobrze żyje z Czarnymi więc ma problemy z rodakami. Zadania z głównego wątku, ale też i te poboczne to też majstersztyk. W zasadzie, czasem trudno jest odróżnić jedne od drugich.

Może teraz troszkę o rzeczach, które mi się nie podobają. Czasami koń przenika przez jakąś teksturę. Woda wygląda trochę jak kisiel, ale za to ładnie odbija światło. Eliksiry za krótko trwają, co jest dość znaczącym minusem. Są jakieś długotrwałe mikstury, które trwają kilkanaście minut, ale i tak 20 sekund dla tych podstawowych to o wiele za krótko. Na początku nie podobało mi się drzewko rozwoju, zwłaszcza jak miałem z 5 wykupionych skillów, a tylko dwa dostępne sloty. Na szczęście szybko się do niego przyzwyczaiłem i zacząłem co chwilę zmieniać aktywne umiejętności. Szkoda tylko, że w czasie walki nie można tego robić :/ Sama walka jest super satysfakcjonująca. Potrafi zaangażować no i wygląda epicko :D

Dopiero co opuściłem Biały Sad, ale już teraz wiem, że ta gra stanie się legendą.

Vysogota

Na początku była ciemność. Panował bezład i bałagan. Wtedy Redzi powiedzieli: "Zróbmy świat. Świat otwarty i pełen życia." I tak stała się światłość, a Redzi widząc, że jest dobra oddzielili ją od ciemności. Następnie Redzi stworzyli niebo oddzielając je od bezmiaru wód. Stworzyli piękne zachody Słońca, białe obłoki przesuwające się po błękitnym nieboskłonie, ale także ulewne deszcze i porywiste wiatry. Tak minął wieczór i poranek - dzień drugi. Następnie programiści oddzielili od wód tereny suche i stworzyli ląd... Od mroźnych wysp Skellige na zachodzie po wiedźmińskie siedliszcze na wschodzie. Redzi widząc, że stworzony przez nich świat jest dobry, posadzili w nim rośliny zielone: trawy, krzewy i drzewa. Pustkowia wypełniły bujne zarośla kołyszące się na wietrze. Tak upłynął wieczór i poranek - dzień trzeci. Następnie Redzi stworzyli gwiazdy świecące na nieboskłonie oraz księżyc rozświetlający ciemne noce. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień czwarty. Kolejnego dnia Redzi powiedzieli "stwórzmy na tym świecie istoty żywe pływające w głębinach mórz oraz ptactwo, które będzie latać nad ziemią." I tak upłynął wieczór i poranek - dzień piąty. W dniu szóstym podjęli się stworzenia istot żywych: od maluśkich królików, po radośnie skaczące sarny i wilki o sierści tak wspaniałej i bujnej, że była w stanie spalić najlepsze karty graficzne. Redzi widząc, że były dobre, nakazali im rozprzestrzenić się po świecie i wypełnić każdy jego zaułek. Później stworzyli ludzi... Od dostojnych Nilfgardczyków po zwykłych i bogobojnych chłopów lęknących się swoich bóstw. Następnie powołali do życia potwory: przerażające monstra zasiedlające mroczne odmęty bagien i chowające się w najciemniejszych zakątkach lasu. Potwory były złe, dlatego Redzi stworzyli Wiedźminów... wiadomo po co. Wśród nich był ten najsłynniejszy: Geralt z Rivii! Białowłosy zabójca potworów podążający za głosem przeznaczenia. Tak minął wieczór i poranek - dzień szósty. Siódmego dnia Redzi oddali ten bogaty i barwny świat w ręce graczy. Dla ludzi czekających na niego od kilku lat, śledzących każdą, nawet najdrobniejszą nowinkę z produkcji. Poddających głębokim dyskusjom kwestię downgradu, technologii futra czy, chyba największego dylematu w grze: Triss czy Yennefer? Oddali w ręce graczy, w tym także moje, najpiękniejszy i jeden z największych światów w grach RPG. Świat pełen życia, barwnych postaci i wyborów... Zarówno tych decydujących o losach państw północy, jak i zwykłych ludzi. Dziękujemy Redzi!!!

Błażej Jankowski

Sila "Dzikiego Gonu" nie lezy w epickiej przygodzie. Nie lezy w mistrzowskich dialogach, nie lezy tez w wyjatkowo dobrze rozpisanych misjach, z ktorych kazda albo rozbawi do lez, albo zmusi do refleksji. Nie, "Dziki Gon" to gra momentow, tych kilku chwil, ktore wryja sie w pamiec i beda do Ciebie wracaly, nawiedzajac Cie w snach. To gra kadrow, pieknych obrazow, wyciagnietych niby z noweli graficznej, niby z albumu.

Velen; zachodzace slonce przebija sie przez korony drzew; krajobraz po bitwie; polamane proporce. Geralt, na Plotce, spoglada na stratowana ziemie, trupy pogrzebane w blocie.

Wyspy Skellige; Upiorna elfia Wieza na tle ksiezyca w pelni; Spokojne morze, cisza. Niepokoj.

Novigrad; Bramy miasta, slonce w zenicie. Geralt obojetnie omija uchodzcow blagajacych w blocie o azyl wsrod murow. Straznicy niewzruszeni.

Kaer Trolde; Pochmurne niebo, Skelligijczycy zajeci swoja praca. Monumentalna twierdza we wnetrzu gory; Majestatycznie unoszaca sie nad dachami prostych domostw. Powoli opadajace platki sniegu.

Znow Velen; Wschod slonca po deszczowej nocy. Drzewo wisielcow. Kazdy z nich ma przeciez wlasna historie.

Zielone trawy, cwierkajace ptaki, kwiaty, strumyk; Wioska, zdewastowana. Ghule dogryzaja to, co zostalo z jej mieszkancow.

Ilekroc mysle o wiedzminie, te kadry - i inne, ktorych imie jest legion - wiruja mi przed oczami. Pobudzaja wyobraznie. Przepelniaja smutkiem i dziwna mieszanka milosci i nienawisci. W "Dzikim Gonie" nie liczy sie blysk klingi i wiedzminski taniec. Licza sie te krotkie chwile, kadry. Jeden po drugim wydzierajace cos z Twojego serca.

..............................................................

Autorom zwycięskich wrażeń serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na adres mailowy Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Ponadto dziękujemy wszystkim czytelnikom za duże zainteresowanie konkursem oraz CD Projektowi RED za sponsorowanie nagród.

Wszystkie wrażenia można przeczytać tutaj.