Droga do Wiedźmina 3 + konkurs!

News - Wiedźmin 3

W związku z coraz bliższą premierą trzeciej części komputerowych przygód Białego Wilka przygotowaliśmy artykuł, w którym przedstawiamy historie osób z redakcji związane z Wiedźminem. Wykorzystując okazję odbijamy piłeczkę w Waszą stronę za pomocą sponsorowanego przez sklep Xtreem konkursu, w którym można wygrać naprawdę atrakcyjne nagrody. Miłej lektury, dobrej zabawy i powodzenia!

Regis

Późny rok 2006, a może wczesny 2007, szczerze to nie pamiętam, ale wówczas, będąc w szóstej klasie podstawówki, poszedłem do biblioteki u siebie na wsi i wypożyczyłem pierwszy tom Wiedźmińskich Opowiadań, czyli „Ostatnie życzenie”. Książkę polecił mi starszy kolega, dzięki któremu kilka lat wcześniej poznałem Harry’ego Potter’a. Po przeczytaniu dwóch pierwszych stron opowiadania „Głos rozsądku” już nie miałem wątpliwości co do jakości nowej lektury – była świetna. ;-)

Przyszła do niego nad ranem.

Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę.

Czytanie Wiedźmina było dla mnie przeżywaniem prawdziwej przygody rozgrywającej się w mojej młodej wyobraźni. Tym co mi się już wtedy najbardziej spodobało w dziele AS-a było niesamowite granie na emocjach i skłanianie do refleksji. Oczywiście nie byłem tego wówczas świadomy, ale podobało mi się, podobało strasznie. Zgłębiając Wiedźmina rodził się we mnie taki mały rycerz, kierujący się w życiu jakimś kodeksem. Tak się wczułem, że swego czasu nawet sobie zrobiłem, z kawałka metalowego pręta, miecz na szlifierce. Później co prawda zerdzewiał, niemniej ciągle mi się marzy, aby w przyszłości już prawdziwy powiesić na ścianie… Jednak dzieła AS-a nie były dla mnie lekką lekturą – Opowiadania, a następnie Sagę czytało mi się ciężko, często robiłem kilkutygodniowe przerwy, do tego nie wszystko rozumiałem, mojej uwadze umykały liczne wątki fabularne, tak naprawdę przez lwią część treści przelatywałem wzrokiem, zupełnie jakby w ogóle nie istniała.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Później jesienią 2007 roku u kolegi zobaczyłem pierwszą część gry Wiedźmin. To były inne czasy – nie miałem Internetu, więc zamiast przeglądać sieć wraz ze znajomymi połowę życia spędzałem w lesie. :-) Wówczas moją ulubioną serią gier RPG był Gothic. Widząc drugi rozdział Wiedźmina, dokładnie fragment na bagnach, od razu miałem jakieś takie niejasne wrażenie, że to jest bardzo dobra gra, że to prawdziwy hit. Wiosną 2008 roku dostałem nowy komputer, który pozwolił mi na zagranie, oczywiście na piracie. Nie ma co z tego robić tajemnicy - takie to były czasy, że kupowałem głównie eXtra Klasykę, a o wydaniach gier w premierowej cenie mogłem tylko pomarzyć.

Komputerowy Wiedźmin początkowo przede wszystkim… ostatecznie zachęcił mnie do skończenia czytania Sagi. Pamiętam jak na letnim obozie sportowym po pierwszej klasie gimnazjum dobrnąłem na śliskie od krwi schody zamku Stygga, a potem do Wyspy Jabłoni. Ach łzy w oczach na samo wspomnienie… Po przeczytaniu „Pani Jeziora” zorientowałem się, że wszystko łączy się w całość i poczułem się jakbym pominął połowę treści. Krótko mówiąc szybciutko pożyczyłem od kolegi cały zestaw Opowiadań i Sagi, aby zacząć wiedźmińską przygodę od nowa. Tym razem oczywiście poszło dużo szybciej, a jednocześnie wrażenia z czytania były tak samo dobre jak za pierwszym razem. :-)

Geralt otworzył oczy drażnione przez powieki grą światłocienia. Zobaczył nad sobą liście, kalejdoskop migoczących w słońcu liści. Zobaczył ciężkie od jabłek gałęzie.

Na skroni i policzku czuł delikatny dotyk palców. Palców, które znał. Które kochał tak, że aż bolało.

Po skończeniu przygody z książką wróciłem do gry (a właściwie zacząłem ją od początku) i dotarłem jakoś do drugiego, czy trzeciego rozdziału. Czemu jej nie skończyłem? Sam nie wiem… Potem pamiętam jak na zimowiskach w drugiej klasie gimnazjum podrzucałem nocą ksero strony 104 i 105 z Pani Jeziora pod drzwi pokoju katechetki. Za czasów gimnazjum nie byłem zbyt dobrym człowiekiem...

Jakość zarówno książek AS-a jak i pierwszej części gry Wiedźmin zrobiła swoje i w 2009 roku najpierw rodzice kupili mi zestaw dzieł literackich pióra polskiego mistrza fantasty, a potem za swoje uciułane 80 złotych kupiłem edycję rozszerzoną polskiej produkcji. Od tego zakupu tak naprawdę przestałem korzystać z piratów. Wówczas nieświadomie zrozumiałem, że podwójnie dobrze smakuje to co prezentuje wysoką jakość i zarazem kosztuje sporo… wysiłku. :-)

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Kupienie wtedy Wiedźmina, a później edycji kolekcjonerskiej Zabójców Królów i też innych rzeczy związanych z uniwersum Białego Wilka, to dla mnie prawdziwy ewenement, ponieważ już wówczas potraktowałem je jako inwestycję w lepsze życie, a nie jakąś tam grę, czy książkę. Dlaczego? Ano, bo jak już kiedyś na Warowni pisałem, to właśnie w tym okresie zacząłem czytać książki i grać w gry nie tylko dla płynącej z tego przyjemności, ale też (i to przede wszystkim) dla refleksji towarzyszących tym czynnościom. One kształtują i zmieniają. Dla zabawy mogę przeczytać książkę, czy przejść grę jeden raz. Dla wartościowych myśli mogę zgłębiać książkę, czy grę, nawet kilkanaście razy. Zarówno beletrystyczny, jak i komputerowy Wiedźmin okazał się prawdziwą skarbnicą takich refleksji. :-)

– Co to jest Graal?

– Coś, czego się szuka. Coś, co jest najważniejsze. Coś, bez czego życie traci sens. Coś, bez czego jest się niepełnym, niedokończonym, niedoskonałym.

Poeta wydął wargi i spojrzał na rycerza swym słynnym spojrzeniem, wzrokiem, w którym wyniosłość mieszała się z wesołą życzliwością.

– Cały wieczór siedziałeś obok twego Graala, matołku.

Wiosna 2009 rok, dnia nie pamiętam, ale to właśnie wtedy o poranku przed egzaminem gimnazjalnym po raz pierwszy pokonałem Wielkiego Mistrza Zakonu Płonącej Róży. Trochę później zaczęła się moja przygoda z pisaniem o grach, konkretnie od recenzji pierwszego Wiedźmina. Do tematu podszedłem prawie jak w średniowieczu, czyli chyba z trzy dni pod rząd na papierze podaniowym do trzeciej w nocy skrobałem i kreśliłem długopisem. Później musiałem recenzję przepisać na komputer… Masę czasu przez to straciłem, ale z drugiej strony pisanie na papierze miało w sobie to „coś”.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

W pamięć zapadł mi 18 listopada 2010 roku, gdy wspólnie z bratem zamówiliśmy kolekcjonerkę Wiedźmina 2. Nigdy wcześniej nie zamawialiśmy żadnej gry przed premierą, a tym bardziej tak ekskluzywnej edycji, ale już wtedy byłem pewny, że druga produkcja RED-ów będzie hitem. Przed premierą Zabójców Królów trzeci raz przeczytałem zbiór wiedźmińskich książek oraz powtórnie przeszedłem pierwszą odsłonę (bawiąc się ciągle jakby to był ten pierwszy raz). Wiedźmin 2 koniec końców okazał się dla mnie słabszy od „jedynki”, jednak to co według mnie było w nim najlepsze i najbardziej mi się spodobało, to jego nieprzewidywalność od początku prologu aż do finałowego spotkania Letho. Niby przed premierą gry wszystko o niej wiedziałem, a grając ciągle byłem zaskakiwany.

Są dary, których nie wolno przyjąć, jeśli nie jest się w stanie odwzajemnić ich… czymś równie cennym. W przeciwnym razie taki dar przecieknie przez palce, stopi się niby okruch lodu, zaciśnięty w dłoni. Zostanie tylko żal, poczucie straty i krzywdy…

Później w lipcu 2012 roku dzięki redakcji Gamblera (do której należałem) miałem przyjemność odwiedzić siedzibę CD Projektu z okazji Imprezy Olimpijskiej (zorganizowanej w związku z premierą gry o olimpiadzie w Londynie). Wchodząc jako 18-sto latek (byłem najmłodszy ze wszystkich) do miejsca gdzie powstał komputerowy Wiedźmin czułem się jakbym miał zaraz odlecieć. Trochę mi te książki i gry namieszały w głowie. :-)

Jednak na przestrzeni tych lat moje zainteresowania się zmieniły – coraz mniej grałem w gry komputerowe (choć nadal czytałem o nich tak samo dużo), które już mnie tak nie cieszyły, jak dawniej. To znaczy cieszyły, ale inaczej. Lubiłem i nadal lubię grać, jednak przede wszystkim w tytuły wartościowe, ambitne, takie które skłaniają do refleksji podczas ich poznawania, a takich jakoś ostatnimi czasy na rynku coraz bardziej zaczynało brakować. Niemniej miałem szczęście, ponieważ wiedziałem w jakim obszarze szukać swojego miejsca. Dodatkowo okres był bardzo sprzyjający - czułem, że zapowiedź Wiedźmin 3 wisi w powietrzu.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

To wtedy wpadłem na pomysł pisania o uniwersum Białego Wilka na Warowni Starego Morza. Wcześniej od czasu do czasu odwiedzałem portal i widziałem, że strona nie była prowadzona na bieżąco od kilku miesięcy. Szczęście się do mnie uśmiechnęło - admin techniczny Gamewalka pozwolił mi zająć się Wiedźmińskim Siedliszczem. Pierwszego newsa skrobnąłem dwa dni przed zapowiedzeniem Wiedźmina 3. Tak się zaczęła moja przygoda, będąca zarazem spełnieniem marzenia, z pisaniem tutaj. Naprawdę niesamowity okres.

Pierwsze co jest związane z tymi ostatnimi ponad dwoma latami drogi do Wiedźmina 3 i o czym chciałbym napisać, to budowanie zespołu redakcyjnego. Wyglądało to tak, że umawiałem się na rozmowę na skype z nieznajomymi mi osobami, a potem… jakąś tam historię życie pisało. :-) W ten właśnie sposób poznałem Piżmaka, Warzochę, Łukasza, ostatnio Zireael i dobre kilka innych osób, które pisały na przestrzeni ostatnich lat na stronie. Może wydaje się to banalne, ale tak naprawdę każda z tych rozmów była dla mnie - osoby nieśmiałej - niezłym przeżyciem. Przytoczę tutaj sytuację sprzed dosłownie kilkunastu dni. Wróciłem późnym popołudniem z dorywczej pracy, byłem zdrowo zmęczony, ale zadowolony i nagle przypomniało mi się, że miałem skontaktować się z kolegą. Odblokowując telefon zauważyłem, iż dzwonił do mnie ktoś z nieznanego numeru, to oddzwoniłem. Jednak po nawiązaniu połączenia zamiast się przedstawić zapytałem kto mówi, przedstawiła się pani z CDP.pl, którą dobrze kojarzyłem, więc powiedziałem coś w stylu „wiem kim Pani jest”, po czym zapytałem w jakiej sprawie dzwoni. Następnie zostałem całkiem zbity z tropu odpowiedzią, że to przecież ja do niej zadzwoniłem, a nie ona do mnie.

Czy rozumiesz teraz, czym jest neutralność, która tak cię porusza? Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.

Jesienią 2013 roku będąc świeżo po maturze spróbowałem dostać się do pracy marzeń, czyli na stanowisko testera Wiedźmina 3. Udać się nie udało, ale było to ciekawe przeżycie usiąść w siedzibie CD Projektu w takim pokoju z mieczami na ścianie, mapą Wiedźminlandu na suficie i podejść do próby traw. ;-) Swoją drogą pisząc na Warowni trochę samemu sobie zaszkodziłem na tej rozmowie kwalifikacyjnej, ponieważ no cóż wyczułem, że RED-om nie byłoby po drodze, gdybym przestał angażować się w portal na rzecz pracy u nich... Szczerze to w przyszłości będę chciał spróbować jeszcze raz, bo marzenia warto realizować.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Jedno z moich najbardziej niesamowitych wspomnień związanych z Wiedźminem nie dotyczy książek, ani gier, tylko słuchowiska. Czego jak czego, ale tego jak w maju zeszłego roku zostałem zaproszony w odwiedziny do studia Teatru Polskiego Radia, aby zobaczyć nagrania „Krwi elfów” długo nie zapomnę. Miła rodzinna atmosfera i patrzenie na talent aktorski, który dosłownie wgniatał w ziemię, to było po prostu coś pięknego. Za brak obecności tego dnia na zajęciach na uniwersytecie psorek od ekonomii chciał ode mnie abym mu pokazał w ramach usprawiedliwienia akt zgonu jakiejś osoby z rodziny... Na szczęście ostatecznie zdjęcie z Yennefer, czyli Anną Dereszowską wystarczyło.

Poczuć się niczym rycerz mogłem na zeszłorocznym letnim Wiedźmińskim Zlocie – polska gościnność, walka na miecze, strzelanie z łuku, a do tego góry i bieganie – to była dla mnie po prostu bajka. Też powróciłem z wyjazdu w sposób nietypowy – na stopa złapałem autokarową pielgrzymkę Radia Maryja do Częstochowy. Ogólnie Zlot okazał się jedną z najlepszych przygód w moim życiu. :-)

— Czy twój król, Demawend, sypia teraz w nocy? Czy ja sypiam? Za samo takie pytanie powinieneś wziąć w pysk, chłopie. Jeść ci dadzą, potem rozprostuj nieco kości na sianie. A przed słonkiem wyruszysz.

Miłym zaskoczeniem było dla mnie, jak na miesiąc przed premierą dostaliśmy na Warowni słuchowisko „Sezon burz” do zrecenzowania. Bez żadnego podpisywania umowy, warunków. Po prostu na uśmiech i z zaufaniem, hmm fenomen jeszcze większy w tym, że nawet nie musiałem o nie pytać. Taka podejście Pani z Fanopolis. :-)

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Na pewno nie zapomnę pomocy przy aukcji charytatywną dla Wioli - nie wiem ile ogólnie udało się pieniędzy zebrać z tych 400 tysięcy złotych od osób z Warowni, ale wiem, że na pewno jedna czytelniczka pomogła, moi rodzice pomogli i ja też skromnie pomogłem. To cieszy.

- Kogo ty chcesz oszukać, Geralt? Mnie? Ją? A może siebie samego? Może nie chcesz dopuścić do siebie prawdy, prawdy, którą zna każdy oprócz ciebie? Może nie chcesz zaakceptować faktu, że w tobie emocji i ludzkich uczuć nie zabiły eliksiry i Trawy. Ty je w sobie zabiłeś! Ty sam!

Bez wątpienia największym wyróżnieniem było dla mnie zaproszenie w styczniu do siedziby CD Projektu na przedpremierowe zagranie w Wiedźmina 3. Spotkanie na żywo Łukasza, przywitanie z Marcinem Momotem, nieziemska atmosfera i Dziki Gon. Obok najważniejsi branżowi dziennikarze, za plecami REDzi, ale co tam - wystarczyło kilka minut gry, aby na twarzy pojawił mi się jeden z najszerszych uśmiechów w życiu i łzy w oczach ze wzruszenia, że takie coś, istny skarb na polu kultury, powstaje w Polsce. To był fajny dzień.

Przez okres mojej obecności na Warowni dwukrotnie byłem na spotkaniu z Andrzejem Sapkowskim, po raz kolejny przeczytałem Opowiadania, Sagę, a także „Sezon Burz” i przeszedłem gry. Zmieniłem się niemało i nadal zmieniam. Przez trzy lata liceum w klasie humanistycznej zdobywałem i doskonaliłem umiejętności pisarskie, a potem zmieniłem kierunek o 180 stopni i wybrałem informatyczne studia. To nie było i nie jest łatwe, ale dobrze, bo dzięki temu naprawdę nie mogłem narzekać i nadal nie mogę na nudę.

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

Z upływem czasu mocno zmieniły się moje zainteresowania. Bieganie, podróżowanie, długie wędrówki po górach, to tylko niektóre z moich koników, które odkryłem na przestrzeni ostatnich lat. Z jednej strony szukałem dobrych ludzi do redakcji, przekazywałem im wszystko co samemu umiem, angażowałem się w życie strony, a jednocześnie zacząłem wspinać się ze znajomymi po górach, iście po wiedźmińsku trenować przed maratonem i pokonać go potem z uśmiechem na ustach. Z ciekawszych podróżniczych historii, to ostatniej zimy spontanicznie spakowałem plecaczek i wyruszyłem na krzywy ryjek w Alpy stopem. Szukając tego czegoś więcej… bo na pewno warto. :-) Ciągle pozostając przy tym wszystkim marzycielem, co jest trochę dziwne, bo zazwyczaj z ogromnym dystansem i ostrożnością podchodzę do tego co robię. Starałem się pozostać wiernym sobie, bo niestety we współczesnym świecie dąży się do tego aby człowiek bał się samego siebie, swoich uczuć, tego co czyni go sobą. Chyba się udało, a w każdym razie oby tak dalej!

Za kilkanaście dni premiera Wiedźmina 3, więc coś się kończy i coś się zaczyna, ale mam takie wrażenie, iż to dopiero początek tej drogi. Drogi, która mam nadzieję, że doprowadzi mnie do spełnienia tego marzenia, które miał Geralt… :-)

Lukas77PL

Moja droga do Wiedźmina 3 jest dosyć specyficznym etapem w życiu, ponieważ co tu dużo mówić – jeszcze dwa lata temu nie byłem fanem uniwersum, nie znałem historii Białego Wilka i nawet nie czekałem na trzecią odsłonę serii. Brzmi to dosyć dziwnie zważając na to, czym się teraz zajmuję i do czego dążę w mojej najbliższej przyszłości. Zanim jednak przejdę do tej zawiłej opowieści, napiszę co nieco o mojej osobie, aby przybliżyć inne moje pasje.

Moje imię już znacie, a co do pochodzenia,wychowałem się w małej miejscowości o nazwie Słupia graniczącej ze słynnym Pacanowem – tak, tym od Koziołka Matołka. Jak by nie patrzeć, dobre zaplecze pod odbiór Wiedźmina mam we krwi, gdyż dorastanie w wiejskim klimacie mówi samo za siebie. Dochodzą do tego wędrówki z dziadkiem po łąkach i zaroślach, które ukształtowały zmysł eksploratora czy niepowtarzalna atmosfera towarzysząca żniwom – widząc w Wiedźminie 3 bezkresne pola pełne łanów zboża nie sposób się nie uśmiechnąć. Obecnie większość czasu spędzam w Kielcach, gdzie studiuję filologię angielską.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Teraz czas na moje zainteresowania. W tej kwestii trudno mi się jednoznacznie wypowiedzieć, gdyż jest ich dosłownie masa, a gry komputerowe jako największa pasja są po prostu spoiwem, które je łączy. Jeśli miałbym jednak wymieniać to po pierwsze – piłka nożna. Ulubiony klub to Juventus Turyn, a piłkarz – Alessandro Del Piero. Co do serii gier piłkarskich, z ciekawością sprawdzam wszystkie, lecz moje serce bije odkąd pamiętam dla Pro Evolution Soccer, gdzie gram w każdą kolejną odsłonę od około dwunastu lat. Wszystko to powyżej w ogólnym rozrachunku sprowadza się do tego, że no cóż... - potencjalny transfer przeprowadzony przez Juve nie interesuje mnie przez pryzmat tego jak poradzą sobie w rozgrywkach, ale jakie staty będzie miał nowy nabytek w PES'sie. :-)

Poza futbolem pasjonuje się również mieszanymi sztukami walki, na które zwróciłem uwagę również dzięki grze wideo – UFC Undisputed 2010 na konsolę PlayStation 3. Przerodziło się to w istny nałóg w postaci zarywania nocek przy transmisjach zza oceanu lub ślęczenia przed monitorem i studiowania tabelek ze statystykami zawodników czy ich życiorysów. Miesiąc temu spełniłem zaś jedno ze swoich marzeń i pojechałem na galę organizacji UFC, która odbyła się w Krakowie. Inne pasje to w pewnym stopniu militaria – głównie czytanie literatury faktu poświęconej tematyce spec-war (z tego powodu ubolewam nad spartaczeniem Medal of Honor: Warfighter), filmy – czy to w domu czy to w kinie oraz ostatnio, może nie nazwę tego pasją ale kolejnym zainteresowaniem – kultura japońska i m.in oglądanie anime (po jakimś czasie planuję zabrać się również za naukę języka – byłby to już mój trzeci). Co do książek, wszystko co się nawinie i jest wciągające.

Zatrzymajmy się jednak tylko i wyłącznie przy grach. Tak więc, nie mam konkretnego gatunku którego się trzymam i gram dosłownie we wszystko, jeżeli jest po prostu dobre, wciągające i wyróżnia się na tle innych produkcji. W rezultacie, jeśli Ubisoft wypuściłby kolejne cudeńko jak Child of Light czy Valiant Hearts, które by mnie cholernie poruszyło, to nawet Wiedźmin 3 nie byłby wstanie przeszkodzić mi nazwać taki tytuł grą roku. Z tego powodu trochę mnie cieszy, że w tym roku raczej nie pojawi się Deus Ex: Mankind Divided, ponieważ wybór między tym, a Wieśkiem byłby dla mnie niewyobrażalnie ciężki. Jeśli chodzi o inne gry, wychowałem się głównie na GTA, Pro Evo, Tekken'ach czy seriach Need for Speed i Far Cry. Nigdy nie miałem okazji zapoznać się na przykład z uwielbianą przez wiele osób serią Gothic i do pewnego czasu bo aż do 2014 roku nie grałem w pierwszą odsłonę Wiedźmina. Podkreślam to dlatego, aby uświadomić jak w dosłownie dwa lata wszystko wywróciło się u mnie do góry nogami.

Zamykając tę kwestię wspomnę jeszcze tylko o swoich ulubionych tytułach i gamingowych preferencjach. Żelazne trio najlepszych tytułów stanowią u mnie The Last Of Us, Deus Ex: Bunt Ludzkości oraz GTA V. Każda z tych produkcji zawiera to co kocham w grach, czyli harmonię pomiędzy oryginalną mechaniką, wciągającą rozgrywką oraz ciekawie opowiedzianą i dobrze napisaną fabułą. Styl rozgrywki jaki preferuję to kompromis pomiędzy skradaniem, a kąśliwą ofensywą w szybkim i efektownym wydaniu - chciałbym więc zobaczyć kolejną odsłonę Wiedźmina, w której pokierujemy jakimś Kotem albo Żmiją. Dlatego przykładowo w Skyrimie grałem złodziejem z dwoma krótkimi sztyletami, stylowym łukiem i kilkoma przydatnymi zaklęciami. Co do samych łuków, właśnie z ich powodu moimi ulubionymi postaciami z uniwersum WiedźminaMilva i Yorweth, a spośród innych, jako że uwielbiam czarne charaktery, na pewno prym wiedzie Leo Bonhart.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Cofnijmy się jednak do mojego pierwszego kontaktu z uniwersum Wiedźmina w jakiejkolwiek postaci. Był to oczywiście sławetny serial, na który co jakiś czas się natykałem będąc jeszcze w szkole podstawowej. Nigdy mnie jakoś za bardzo nie zainteresował, ale pamiętam, że kilka odcinków obejrzałem, gdyż oglądali go moi znajomi. Z tamtego okresu zapamiętałem jedynie dwie rzeczy – w Geralta wciela się Żebrowski, a w jakiegoś tam Diaboła Wstrętny z Kilera. :-) Potem była oczywiście gra, lecz po pierwsze nie posiadałem odpowiedniego sprzętu aby ją uruchomić, po drugie i tak mnie nie interesowała podobnie jak Gothic'i, w które zagrywali się znajomi, a po trzecie nawet kiedy miałem już sprzęt nigdy nie kwapiłem się aby zagrać. Aha, no i chyba nie wiedziałem albo w jakiś sposób do mnie nie docierało, że pierwszy Wiedźmin został wyprodukowany przez naszych rodaków. Jedni powiedzą, że straciłem dzieciństwo, ale co tam – straty nadrobiłem w kilka miesięcy.

Jak więc Biały Wilk upolował tego potwora, który przez lata go unikał? Cóż, będąc już w pierwszej klasie liceum (dokładnie był to maj 2011) wybrałem się na szkolną wycieczkę do Krakowa, w programie której znajdował się wypad do kina na film, pt. "Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach". Film niezły, ale warte uwagi jest to co się wydarzyło bezpośrednio przed nim. Niektórzy z nas nie znoszą reklam, które przez kilka, a nawet kilkanaście minut maltretują nas przed każdym seansem. Przyznam szczerze, że tez często nie mam ochoty ich oglądać, ale tamtego dnia wśród nich pojawiła się prawdziwa perełka – zwiastun gry Wiedźmin 2: Zabójcy Królów o tytule "Nadzieja" z utworem Fryderyka Chopina w tle. Dokładnie pamiętam, że wtedy lekko zaniemówiłem, momentalnie zainteresowałem się tematem i nareszcie do mnie dotarło, że to nasza rodzima produkcja. Wtedy byłem jednak świeżo po zakupie PlayStation 3, oczarowany magią Uncharted 2, God of War'a 3, karta graficzna w moim pececie nie dość, ze była słaba to na dodatek szwankowała więc nie paliłem się aby zagrać. Mimo tego, gdzieś z tyłu głowy mały płomyk już się tlił. Najnowszy spot telewizyjny Wiedźmina 3 również chciałbym obejrzeć chociaż raz w kinie aby utworzyła się ta symboliczna klamra, więc jeżeli rzeczywiście się pojawia i ktoś z Was miał okazję go zobaczyć, dajcie znać – wybrałbym się na nowych Avengersów. ;-)

Kolejny zwrot akcji to jesień 2011 i definitywna śmierć mojej dogorywającej karty graficznej. Będąc graczem konsolowym nie mającym wiedzy na temat podzespołów i akurat nie dysponując w tamtym momencie konkretnymi oszczędnościami, zakupiłem pierwszą lepszą kartę, wspominając facetowi w sklepie, aby dał mi tylko taką, która po prostu odpali Wiedźmina 2. Po zainstalowaniu Zabójców Królów zatraciłem się w nich na kilka dobrych dni. W ogólnym rozrachunku grę odebrałem naprawdę bardzo dobrze, ale brak znajomości Sagi i pierwszej odsłony nie pozwolił mi dostrzec jej prawdziwej magii. Kilka dni po ukończeniu drugiego Wieśka pojawiło się coś co zupełnie mnie omamiło, odciągnęło od polskiego tytułu, ale jednocześnie, gdybym w to nie zagrał, prawdopodobnie nie byłbym tą osobą, którą jestem teraz. Mowa o The Elder Scrolls V: Skyrim.

Skyrim sprawił, że w mojej głowie narodziło się marzenie brzmiące "chciałbym Wiedźmina z tak dużym światem". Spędzając w krainie nordów setki godzin co jakiś czas wracałem do tej myśli, ale przecież, kto by sobie wyobrażał, że kiedykolwiek takie coś się wydarzy. Minęły kolejne dwa lata i nadszedł 5 lutego 2013 – dzień w którym Łukaszowi odbiło, a rezultaty widzicie teraz. Pamiętam te wszystkie nagłówki na największych portalach growych w branży w stylu: "Wiedźmin 3: Dziki Gon - wielki otwarty świat i brodaty Geralt" lub "Otwarty świat większy niż w Skyrimie". Wracając myślami do pierwszych dni po zapowiedzi gry, aż przechodzą ciarki. Uderzenie było potężne, a wyobraźnia odpływała. Wtedy na dysku założyłem sobie jak to zwykłem ostatnio nazywać "hype folder", w którym zaczęły lądować dosłownie wszystkie materiały promocyjne. Zrzut ekranu macie poniżej, a wspomnę tylko, że z powodu braku czasu przez ostatnie tygodnie, zbiór nie jest jeszcze kompletny.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Nadeszła wiosna, maturka zdana i nareszcie był czas na nadrobienie książek, które już teraz stały się priorytetem. Akurat tak się złożyło, że przez ten okres oczekiwania na odrobinę luzu pozwalającą na dobranie się do dzieł Andrzeja Sapkowskiego pojawiły się materiały od magazynu Gameinformer, które jeszcze bardziej pokręciły atmosferę. Wypłynęło też już sporo ciekawych screenów. Hype został spotęgowany i wszystkie książeczki (bez Sezonu Burz, o którego istnieniu nikt wtedy jeszcze nie miał pojęcia) pękły w około dziesięć dni. Lektura niezła, a baza danych zaktualizowana. Same książki uświadomiły mi wiele istotnych spraw i przekazały naprawdę cenne wartości. Między innymi to, że wytrwałość i upór potrafią zaprowadzić człowieka naprawdę daleko, że świat nie jest tak kolorowy jak mogłoby się wydawać i to, że jeśli ktoś dobiera się do naszych najbliższych, bez względu na wszystko, odcinamy łeb przy samej rzyci. Sam Geralt jako wiedźmin prezentuje tę postawę, której ja sam staram się trzymać w ważnych dla mnie momentach – odłożenie na bok emocji, uczuć i kierowanie się chłodną kalkulacją nie zapominając o ważnych wartościach takich jak przyjaźń, miłość, honor czy rodzina.

Jesienią 2013 roku pojawił się wspomniany Sezon Burz, który również został błyskawicznie wchłonięty, natomiast dopiero w marcu 2014 roku, trochę wolnego czasu pozwoliło zapoznać się z pierwszą odsłoną serii gier komputerowych. Wrażenia? Po prostu kawał solidnego i fenomenalnie zaprojektowanego erpega, który wywołuje poczucie spełnienia podczas oglądania napisów końcowych. Potem kolejne podejście do Wiedźmina 2 (już trzecie) i powoli możemy przejść do debiutu na Warowni.

O istnieniu portalu witchersite.pl dowiedziałem się jakieś pół roku przed dołączeniem do redakcji, czyli pod koniec 2013 roku. Wyglądało to tak, iż szperałem w sieci w poszukiwaniu dodatkowych informacji na temat Wiedźmina 3 i natknąłem się na dział z faktami na Warowni, gdzie wszystko zostało zebrane w jednym miejscu. Od tamtego czasu zacząłem coraz częściej odwiedzać stronkę i potem zawzięcie się udzielać, gdyż znalazłem miejsce, w którym mogłem podzielić się spostrzeżeniami i spędzać długie godziny na dyskusjach na temat najbardziej oczekiwanej przeze mnie gry. Wiosną 2014 wpadłem na pomysł napisania konkretnego tekstu zawierającego informacje, które kotłowały się we mnie przez ten cały czas od zapowiedzi. Dziś kiedy patrzę na ten artykuł, nie widzę w nim nic szczególnego – szczerze mówiąc nawet bardzo z niego nie jestem dumny, no ale trzeba było się wyładować i od czegoś zacząć. Jak mawiał Bruce Lee - „aby przebyć tysiąc mil należy postawić pierwszy krok”.

Artykuł podesłałem Michałowi z zapytaniem czy mógłby go opublikować na stronce. Pamiętam dobrze jakby to było wczoraj jego słowa rzucone pół żartem pod tytułem "przeraża mnie ten tekst", gdyż był on naprawdę długi i panował w nim ogromny chaos. Dzięki wielu wskazówkom, sugestiom oraz masie konstruktywnej krytyki praca została opublikowana, a ja z niemałą tremą czytałem kolejne komentarze. Niedługo po publikacji dostałem maila z propozycją dołączenia do redakcji i od 24 lipca 2014 współpraca trwa w najlepsze. Pisanie o grach było już wcześniej jednym z moich marzeń, lecz ciągle nie miałem odpowiedniego impulsu. Wiedźmin 3 sprawił, iż dostałem tego solidnego kopa i teraz po prawie roku publikowania tekstów na Warowni, będę próbował swoich sił w redakcji kolejnego portalu (wstępne porozumienie zostało zawarte), jak tylko uporam się ze swoimi obowiązkami i wszystko się powiedzie.

W styczniu bieżącego roku spełniłem kolejne marzenie jakim było odwiedzenie studia CD Projekt RED. Cały ten wspaniały dzień trzymający mnie prawie dobę na nogach był niesamowitym przeżyciem zarówno dla mnie, jak i dla Michała, z którym miałem okazję po raz pierwszy spotkać się na żywo. Samo ogranie Wiedźmina 3, mimo że wywoływało dumę i poczucie wyróżnienia nie było tym najistotniejszym elementem wydarzenia. Najlepsze wspomnienia przywołują te drobne momenty jak ujrzenie loga REDów na bramie przed budynkiem, oprowadzanie po studiu przez Konrada Tomaszkiewicza, pierwszy w życiu wywiad – z jego bratem Mateuszem, szufla z Marcinem Przybyłowiczem wychodzącym akurat na fajkę czy herbatka z Marcinem Momotem.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Z dumą mogę też rzecz, iż przygotowaliśmy najobszerniejszą na świecie relację z testowania Dzikiego Gonu. Naprawdę, to było coś wspaniałego, gdyż nasze teksty zostały przetłumaczone na kilka języków m.in angielski, francuski czy włoski (chętni sami pisali do nas z zapytaniem o pozwolenie na tłumaczenie), zostaliśmy zasypani mnóstwem budujących opinii na międzynarodowym forum gry, a do ich fragmentów nawiązywały zagraniczne portale. Zamykając tę kwestię zacytuję słowa Rashida Sayed'a - założyciela i właściciela portalu gamingbolt.com, z którym miałem przyjemność porozmawiać drogą mailową: "Cheers man. That preview was really something man. Well done :-)".

Moja droga do Wiedźmina 3 to nie tylko przeżycia związane z grą, ale świetni ludzie jakich poznałem na szlaku. Po pierwsze Michał, dzięki któremu udało mi się wkręcić w tę branżę i któremu do końca życia będę za to wdzięczny, gdyż od tamtego momentu nabrałem prawdziwego rozpędu. Kolejne osoby to Kuba, czyli Warzoch, z którym nie raz prowadziliśmy całymi godzinami dysputy o życiu, śmierci i innych czarodziejkach. Poza tym poznałem mnóstwo użytkowników forum m.in takie osobistości jak Kinley, Sidspyker czy gregski, który przekładał nasze teksty na język angielski lub Kevina, (typek, który przygotował cosplay Eredina) z którym cały czas jestem w dobrym kontakcie. Są też inne osoby z fanpage'ów na facebooku jak moja przyjaciółka Miśka (menda nad mendami) czy Zireael, która niedawno nawiązała z nami współpracę. Wszystkie osoby które wymieniłem poznałem dzięki Wiedźminowi 3 i kto by pomyślał, że te 4 lata temu, kiedy zdecydowałem się pojechać do kina stanie się coś, co sprawi że spotkam tych ludzi na swojej drodze. Przeznaczenie to ściema, ale sytuacja sama w sobie jest magiczna, gdyż decyzję o wyjeździe do kina podjąłem również z „pewnego powodu”.

Do premiery Wiedźmina 3 pozostało kilkanaście dni. Planuję w nią zagrać w pierwszej kolejnośći po polsku, aż poznam każdy sekret i dopiero później obowiązkowo, kilka razy po angielsku i chociaż po razie po francusku i japońsku. Sama gra będzie swoistą wisienką na torcie i ukoronowaniem naprawdę wspaniałego etapu w moim życiu, który pozwolił spełnić kilka marzeń oraz dokładniej nakreślić plany na przyszłość. Co do tych planów – możecie się domyślać, ale aby wszystko się powiodło potrzeba tony ciężkiej pracy. Gra jaka by nie była, będzie i tak tylko grą, ponieważ najlepsze wspomnienia przywołuje u mnie właśnie okres oczekiwania na nią. Premiera to jakby nie patrzeć historyczny moment dla polskiej branży gier i wielkie wydarzenie w światowej. Miło będzie usiąść za kilka lat z niektórymi z wyżej wymienionych osób przy piwie i powiedzieć: "tak, jakąś tam cegiełkę dołożyliśmy do tej całej zadymy".

Zireael

Moja przygoda z Wiedźminem zaczęła się w gimnazjum, jeszcze przed wydaniem pierwszej części gry i na całe szczęście trwa do dzisiaj. Droga, którą przeszłam od Ostatniego Życzenia do Pani Jeziora, a później przez produkcje REDów, aż do chwili obecnej, była i nadal bywa dosyć wyboista, ale niczego nie żałuję. Zacznijmy jednak od początku. Razem z koleżanką byłyśmy fankami fantasy - dla mnie był to czas Opowieści z Narnii, Władcy Pierścieni, Hobbita, czytywałam również Neil'a Gaiman'a. Jednak żadna historia nie wciągnęła mnie tak, jak przygody Geralta z Rivii. Sagę pochłonęłam w kilka miesięcy, gdyż bywały problemy z dostępnością tomów w szkolnej bibliotece. Co zabawne, panie z biblioteki miejskiej (które serdecznie pozdrawiam) nie chciały mi wypożyczyć tej wspaniałej lektury, twierdząc, że nie są to książki dla dziewczyny, na dodatek kilkunastoletniej. Bibliotekarki sprawiły, że za wszelką cenę musiałam te tomiszcza zdobyć.

Gdy za pierwszym razem skończyłam Sagę, było mi naprawdę smutno, czułam lekkie rozczarowanie i pustkę. Jednak kiedy przyszedł czas na kolejne sesje z Wiedźminem, to wiele rzeczy mi się rozjaśniło, zwracałam uwagę na inne kwestie, a zakończenie okazało się być jednym z najpiękniejszych w mojej dosyć krótkiej historii czytelnictwa. Nawet dzisiaj przypominając sobie szczegóły fabuły odkrywam nowe rzeczy. Żeby z tego tekstu nie wyszedł pamflet opiewający niezwykłe pióro Sapkowskiego – inny odbiór podyktowany jest z pewnością wiekiem, ponieważ na przestrzeni lat człowiek się przecież zmienia. Niemniej Mistrz Polskiej Fantastyki bez powodu Mistrzem nie został. Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że ktoś taki jak Pan Andrzej, pisze w tak cudowny sposób o ludzkich uczuciach, miłości, przyjaźni, czy stracie. Jestem mu niezwykle wdzięczna za to, iż nie raz ratował mnie przed szarą i niekiedy przykrą rzeczywistością w pewnym stopniu ukształtował mnie jako człowieka i uwrażliwił. Dodatkowo uświadomił mnie, że świat ludzi dorosłych niestety nie jest tak piękny, jak mi się wydawało. Zdjął różowe okulary i w pewnym stopniu przygotował na nadchodzące zmiany, które gdzieś tam nam mnie czekały.

Już od czasów grania na Pegasusie wiedziałam, że w przyszłości chciałabym zająć się czymś związanym z grami. Produkcje wychodzące spod strzechy REDów utwierdziły mnie w tym przekonaniu i pomogły podjąć ważne decyzje. CD Projekt to nie tylko marka, studio, ale przede wszystkim ludzie. Widząc ich zapał, pasję, uczestnicząc w ubiegłorocznych prelekcjach, które miały miejsce na PGA, wiedziałam już na pewno, co chcę robić w życiu, nie zwracając uwagi na to, co pomyślą sobie inni. Jak powiedział Marcin Iwiński„dare to be different”.

Mój drobny udział w dziennikarskiej stronie branży gier rozpoczął się niewiele ponad rok temu. Od niedawna jestem na stażu na pewnym portalu, gdzie na chwilę obecną piszę głównie o Wiedźminie, a w niedalekiej przyszłości może z tego powstać coś większego. Naprawdę bardzo się cieszę, że nareszcie coś w tym kierunku ruszyło, a w dużym stopniu skłonili mnie do tego (raczej nieświadomie) Łukasz i Michał.

Wielu ludzi nie rozumie dlaczego fikcyjna postać ma tak ogromny wpływ na popkulturę. Jest to temat na oddzielną dyskusję, ale najważniejszym faktem dla mnie jest to, że Geralt - mutant, uczy nas jak być dobrym (o ironio) człowiekiem i pokazuje, co jest w życiu ważne. Być może wpadam już w patos, ale to dzięki Białemu Wilkowi zdałam sobie sprawę jak ogromną rolę mają w naszym życiu przyjaciele, którzy z biegiem czasu stają się naszą drugą rodziną, że na płocie okrakiem siedzieć nie można, ale wystarczy wyzbyć się nienawiści do obu stron konfliktu. Jednocześnie należy mieć w głowie słowa Yarpena, że trzeba żyć tak, aby nikogo nie prosić o wybaczenie. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, by nie prosić o wybaczenie samego siebie, by pozostać wiernym swoim przekonaniom i nigdy nie dać za wygraną. Przecież między innymi dzięki takiemu podejściu Geralt, Ciri i Yen w końcu się odnaleźli. Biały Wilk miał dodatkowo drużynę, która pchała go dalej, dlatego tak bardzo ważni w naszym życiu są ludzie, którzy są w stanie nas nakierować, podnieść na duchu i natchnąć odwagą. Każdy bohater z wiedźmińskiej Sagi czegoś nas uczy, zwraca na coś uwagę i nie jest istotne, czy jest on dobry, czy zły. Nie ma krystalicznie czystych postaci, każdy ma coś za uszami, ale to czyni ich bardziej ludzkimi i podobnymi do nas.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Skoro dziewiętnasty maja zbliża się wielkimi krokami, to skupię się teraz na mojej przygodzie z grami. Do edycji rozszerzonej pierwszej części zasiadłam jakiś czas po premierze. Wówczas grałam w to, co udźwignął komputer, a więc miałam na swoim koncie dwie części Gothica, GTA III, Vice City i wiele innych, mniej znaczących produkcji. Wiedźmin chwilami ścinał i to bardzo, mimo że grałam na najniższych ustawieniach. Nie zniechęciło mnie to jednak do ukończenia przygód Białego Wilka. Byłam zachwycona swojskością i prawdziwością gry, muzyką, fabułą, a przede wszystkim faktem, że widzę bohaterów, których do tej pory tylko sobie wyobrażałam.

Czekając na kolejną odsłonę po cichu liczyłam na to, że w końcu zobaczę moje dwie ulubione postaci – Yen i Ciri. Jak wiemy, tak się nie stało, ale chłonęłam każdą, nawet najmniejszą wzmiankę o ukochanych dziewczynach Geralta i w pewnym stopniu mi to wystarczyło. W międzyczasie widziałam ten nieszczęsny serial i film, ale jak sami wiecie, nie ma się co na ten temat rozpisywać. W Wiedźmina 2 zagrałam dopiero po maturze, również w edycję rozszerzoną, która stała na półce bardzo długo, kurzyła się i czekała na nowy komputer. Wówczas po raz pierwszy w życiu nie mogłam podjąć jednoznacznej decyzji. Chodzi oczywiście o końcówkę Aktu I, gdy musimy zdecydować, czy pomagamy Iorwethowi, czy Vernonowi. Miotałam się tak przez kilka dni, a dla osób, które graczami nie były, było to delikatnie rzecz ujmując, dziwne.

Przywołuję ten przykład dlatego, żeby pokazać jak fantastyczną robotę wykonali REDzi. Owszem, wkręcam się w fantastyczne uniwersa, szczególnie growe, ale żeby podejmowane decyzje robiły ze mną takie rzeczy, to jeszcze się nie zdarzyło. Później przyszedł długo przeze mnie odkładany Mass Effect, który wywarł na mnie podobne wrażenie, ale z Wiedźminem nie ma co porównywać. Staram się nie ograniczać w gatunkach gier, ale na mojej półce prym wiodą erpegi. Do trójki wspaniałych należą Wiedźmin, Mass Effect i Dragon Age. Od czasu do czasu mam ochotę odstrzelić kilka głów, a do tego świetnie nadaje się najnowsze GTA, które jest jedną z najlepszych gier w jakie grałam. Chętnie zasiadam również do przygodówek, które niejednokrotnie potrafią chwycić za serducho. Myślę, że nigdy nie zapomnę duetu Lee i Clem z The Walking Dead, historii z Life is Strange, która nadal trwa, pokręconej fabuły z The Wolf Among Us, ani przedziwnego Fahrenheit’a.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Wracając do Wiedźmina, obydwie części produkcji znad Wisły przeszłam kilkukrotnie, a gdy usłyszałam, że powstaje kolejna odsłona, śledziłam każdą wypuszczaną w świat informację. Tak oto znalazłam Warownię, gdzie teraz mogę się z Wami dzielić tym, co mi na wątrobie leży, za co jeszcze raz dziękuję Chłopakom. :-)

Jak widać uniwersum Wiedźmina zajmuje ważne miejsce w moim życiu, dlatego trzeciej części wypatruję z utęsknieniem. Wszyscy dobrze wiemy, że zapowiada się niesamowicie, zarówno pod względem graficznym, jak i otwartości świata. Ja jednak najbardziej czekam na fabułę, zadania, bohaterów, którzy wyglądają dużo lepiej, niż ich sobie wyobrażałam. Uwielbiam historię Geralta, Yen i Ciri, i cieszę się, że REDzi nareszcie zdecydowali się ją pokazać. Wierzę, że podołali wyzwaniu, i że w żadnym wypadku się nie zawiodę. Ufam, iż poczuję zapach bzu i agrestu, poznam Ciri jako małego bąbla biegającego po Warowni oraz, że zobaczę wyciskające łzy spotkanie tej dysfunkcyjnej rodziny po latach. Czekam na tę historię, która tak głęboko we mnie utkwiła i zmieniła.

Im bliżej dziewiętnastego maja, tym ciężej przychodzi czekanie, tym bardziej, że niemal codziennie jesteśmy raczeni nowymi informacjami. Przeżyliśmy przekładania premiery, to i kilkanaście dni przetrzymamy. Przyznam, że pomimo nawału newsów nie dociera do mnie, że premiera już za kilkanaście dni. Wydaje mi się, iż samo oczekiwanie daje na swój sposób frajdę, jednocześnie chwilami doprowadzając do szaleństwa. Owszem, niedługo wsiąkniemy w ten świat, ale grę w końcu przejdziemy i co dalej? Coś się kończy, coś się zaczyna, ale hej, przecież będą dodatki. Do zobaczenia na szlaku, wiedźmini! :-)

Warzoch

Moją przygodę w świecie wykreowanym przez Andrzeja Sapkowskiego rozpocząłem w Roku Pańskim 2007. Wtedy przeczytałem o premierze niejakiej gry Wiedźmin. Zainteresowany poszperałem po internecie i przeczytałem parę recenzji. Już wiedziałem, że to jest to, co koniecznie muszę kupić. W 2008 zakupiłem swój egzemplarz – do dziś przeszedłem ową produkcję osiemdziesiąt razy i z przyjemnością do niej wracam. Jednak wracając do punktu wyjścia, kiedy przeszedłem komputerowego Wiedźmina pierwszy raz... coś zaiskrzyło... udałem się do pierwszej, lepszej księgarni. Zakupiłem tomik opowiadań o sławnym Geralcie z Rivii zatytułowany Ostatnie Życzenie. Przeczytałem go w niecały tydzień, delektując się każdą stroną. Bogactwo tego świata, fantastyczne opisy, rewelacyjna fabuła... tego nie da się opisać... to trzeba przeczytać, żeby zrozumieć o czym piszę.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

W 2009 roku zakupiłem drugi tom o tytule Miecz Przeznaczenia – nie muszę mówić, że był równie wspaniały? Następny rok stał pod znakiem dwóch ważnych wydarzeń. Ogłoszenie kontynuacji gry o nazwie Wiedźmin 2: Zabójcy Królów oraz mój pierwszy kontakt ze słynnym pięcioksięgiem Sapkowskiego za sprawą Krwii Elfów i Czasu Pogardy. Z zapartym tchem śledziłem losy Geralta, Yennefer i Ciri – przeżywając każdą stronę w taki sposób, jakbym sam był uczestnikiem wydarzeń rozgrywających się na kartkach papieru.

2011 rok to zakup piątej części książkowego Wiedźmina, a trzeciego tomu Sagi – Chrztu Ognia oraz obowiązkowe kupno Zabójców Królów. Gra była świetna, jednak gdzieś zatraciła się ta dusza, którą posiadała jedynka. Tymczasem książka dostarczyła mi maksimum radości i kolejną huśtawkę nastrojów. 2012 rok to dokończenie sagi – zakup Wieży Jaskółki i Pani Jeziora był moim małym świętem. Szósta część została pochłonięta szybko, jednak za siódmą zabierałem się bardzo długo. Czytałem ją w sumie najdłużej ze wszystkich, ale warto było... po prostu piękno w czystej postaci. Sagę do dzisiaj przeczytałem dwa razy, teraz zaczynam ją czytać trzeci raz. Po drodze zdążyłem przeczytać Sezon Burz, który był ciekawą historią, ale do Sagi bez porównania. Aktualnie czekam na Dziki Gon, ponieważ poprzednie gry dały mi mnóstwo frajdy. Podsumowując – Wiedźmin to część mojego życia i samego mnie. Saga nauczyła mnie wiele o życiu, a gry dostarczyły niesamowitej ilości zabawy. Jestem fanem i pozostanę nim do końca moich dni.

Piżmak

W czasie gdy pisałem tekst, który czytacie dosyć często zastanawiałem jak długo jestem fanem Wiedźmina, i kiedy się nim stałem. Po dłuższym czasie dochodzę do wniosku, że uniwersum towarzyszyło mi od najmłodszych lat.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Zaczęło się od serialu. Jeszcze w podstawówce oglądałem emitowany co tydzień przez telewizję polską odcinek Wiedźmina. Teraz pewnie pomyślicie nie no dzieciak i oglądał takie coś. Mam na myśli oczywiście sceny, które znajdowały się w niektórych odcinkach (golizna). Szczerze - na mnie to nie działało i traktowałem je raczej jako element opowieści. Film doceniałem za słowiański klimat, lasy, czy stylizacje. Oczywiście dzisiaj oceniam go zupełnie inaczej, wtedy był czymś co mogło konkurować nawet z Władcą Pierścieni, mimo że efekty specjalne praktycznie w nim nie istniały. :D

I na tym moja historia z uniwersum się kończy aż do przełomu 2007/2008 roku, gdy wszedłem do jednego z salonów prasowych, i na półce wśród wielu czasopism z grami dostrzegłem, już teraz nieistniejące CLICK!, w którym zamieszczona była płyta, z demem gry Wiedźmin. W tym miejscu po raz kolejny „spotkałem się z Wiedźminem” . Nie wiedząc o tej grze nic, nie widząc nawet screenów czy zapowiedzi, zapragnąłem ją mieć. To jest najdziwniejsze, gdyż większość ludzi śledzi informacje, dotyczące ulubionych tytułów, zwłaszcza w dobie smartfonów, rozwiniętego Internetu i później na podstawie tych informacji pragnie zagrać w dany tytuł bardziej. Ja natomiast nie znałem tej gry, a czułem się tak jakbym już grał.

Demo było dosłownie cudowne! Uniwersum, świat, głos narratora w prologu, głosy postaci, wygląd gry, słowiański klimat. Wszystko to składało się na świetną grę i wywierało ogromne wrażenie. Trochę sepiowata kolorystyka, czy piękny zachód słońca, który można było zaobserwować stojąc na moście, dopełniał klimatu. Również siatka questów, nawet tych pobocznych „dawała radę”. Nawet zadania, z cyklu przynieś, zanieś, pozamiataj dawały radę, bo to tu przy okazji zachwycił kwiatek, tam odbicie ciała elfa, które dynamicznie zniekształcała woda w rzece, a gdzie indziej, świetny tekst, który wypowiada wieśniak, gdy go mijamy lub w trakcie dialogu. Przeciwnicy, głównie potwory, miały ten swój charakter, może to dziwnie brzmi, ale wywodziły się z dawnych wierzeń, kultur, mitologii, przez co też wydaje się, można było je realniej obsadzić w świecie Wiedźmina. Mimo, że to nierealne stwory, zdawały się być czymś normalnym. Zupełnie jak Geralt!

Doskonale pamiętam moment, gdy demo gry, zakończyło się a ja z niecierpliwością czekałem na pełną wersję. Oczywiście nie zawiodłem się. W mojej ocenie było tylko lepiej. I mimo pewnych uproszczeń w mechanice, czy braków, była to według mnie gra lepsza niż wiele innych z tego gatunku oferowanych dzisiaj. Z o wiele ładniejszą grafiką, czy mechaniką działania.

Oczywiście w podobnym tonie mógłbym pisać w nieskończoność, ale ani to czas, ani miejsce - w końcu miałem tylko opowiedzieć coś związanego z Wiedźminem, jak go poznałem. Dlatego też dopowiem, tylko tyle, że Wiedźmin to był najlepszy wstęp do uniwersum stworzonym przez Andrzeja Sapkowskiego.

Dzięki za poświęcony czas. :-)

Konkurs

Zadanie konkursowe polega na napisaniu w komentarzu pod tym artykułem jakiegoś swojego wspomnienia związanego z uniwersum Wiedźmina. Wybrane trzy zgłoszenia nagrodzimy. Konkurs trwa do 8 maja, czyli piątku włącznie. Wyniki opublikujemy dzień później, tutaj 9 maja.

Nagrody

      1. Słuchawki SteelSeries Siberia czerowne
      2. Myszka Zalman
      3. Podkładka pod myszkę SteelSeries

Powodzenia! :-)

Sponsorem nagród jest sklep komputerowy Xtreem, specjalizujący się w sprzedaży laptopów i komputerów stacjonarnych. Oferta sklepu jest skierowana dla Graczy chcących kupić nowy komputer (lub laptop), który będzie służył przez długie lata, a zarazem który będzie można swobodnie ulepszać. Sklep Xtreem wyróżnia wygodny konfigurator oraz przystępne ceny. Pierwszy raz w historii Warowni zdarzyła się sytuacja, że została nam zaproponowana tego typu współpraca (sponsorowanie nagród do konkursów) i specjalnie przygotowana oferta zestawów komputerowych pod Wiedźmina 3. Polecamy i zapraszamy wszystkich zainteresowanych do zapoznania się z ofertą sklepu Xtreem poprzez kliknięcie na poniższy baner.