Czy język polski zostaje zapominany wśród społeczeństwa?

News - Redakcja

Pewnie większość z Was miała styczność z angielskimi słówkami, które zostały wmieszane w zdanie po polsku. Coraz częściej mamy do czynienia z przykrą sprawą, jaką jest nadmierne używanie obcych słów w budowaniu prostych zdań. Trzeba powiedzieć wreszcie… dość! Chciałbym poruszyć ten temat w moim krótkim felietonie. Zapraszam do przeczytania i podzielenia się własnym zdaniem.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Zatracanie języka

Na początek trzeba poopowiadać o zatracaniu języka, które powoli rozrasta się do poważnego problemu, a zarazem zaczyna być normą.

Dość często spotykam się ostatnio ze zjawiskiem "zatracania języka". O co chodzi? Otóż polega ono na wprowadzaniu pojedynczych słówek pochodzenia angielskiego do zdań w języku polskim. Podam przykład takiego zdania:

Oznaczyłem target

Co to ma w ogóle znaczyć? Powinno to brzmieć prawidłowo oznaczyłem cel. Niestety takich kwiatków jest dużo, dużo więcej. Kolejne przykłady:

  • Wielka sale - Wielka wyprzedaż
  • Użyj vouchera - Użyj bonu
  • Summer collection - Letnia kolekcja

Z powyższymi tekstami spotkamy się w pierwszej, lepszej galerii sklepowej. Tragiczne jest to, że my nic sobie z tego nie robimy, pozwalamy zaśmiecać sobie język pojedynczymi słówkami/zdaniami po angielsku – nie wiem, czy ludziom prościej powiedzieć luknij sobie zamiast popatrz sobie? Zatracamy nasze słówka i najgorsze, że większość społeczeństwa nie zdaje sobie z tego sprawy.

Popatrzmy również na graczy, którzy grają w tytuły MMO. Korzystają z wielu obcych słówek, które mają swoje odpowiedniki w polskim języku, np.:

  • Ale ta gra ma bugi - Ale ta gra ma wiele błędów

Wielu graczy nie widzi nic złego w używaniu popularnych słówek typu: quest, event. Dla mnie jest to niepotrzebne, bo można przecież użyć polskie słowo.

Przemy na zachód mości panowie

Teraz przechodzimy do kolejnej sprawy, która powoduje niepotrzebne zangielszczenia rodzimych słów, czy nazw własnych. Mamy dla przykładu firmę CD Projekt RED, która zasłynęła swoim przełomowym Wiedźminem w 2007 roku. Firma szybko zdobywała popularność, aż została wydana kontynuacja (swoją drogą często widzę sequel zamiast kontynuacja). Stało się pewne, że REDzi mają otwartą bramę na tytułowy zachód.

Niestety, ale wszystko niesie za sobą konsekwencje. Firma znad Wisły szybko zaczęła pozyskiwać zagranicznych projektantów gier (spotykamy się z devami, nie twórcami). Rozwój, inwestycje i sukcesy giełdowe pozwoliły rozpocząć pracę nad Cyberpunkiem 2077 i Wiedźminem 3. Jednak pojawił się problem przy naszej marce, od której wszystko się zaczęło.

Wiedźmin neologizm słowa Wiedźma, który stworzył na kartce papieru pan Andrzej Sapkowski stał się nagle Witcherem. Coraz częściej widzę The Witcher, w naszym pięknym kraju! Toż to skandal! Zawsze narzekamy, że tłumaczymy nazwy własne z angielskiego – to może nie róbmy tego w drugą stronę?

Z innymi markami jest podobnie, coraz częściej zangielszczamy popularne polskie wyrazy. Dla przykładu: Monster hunting zamiast Polowanie na potwory.

Podsumowanie

Nie zatracajmy swojego języka, nie pozwalajmy zaśmiecać go niepotrzebnymi zangielszczeniami. Nie zamieniajmy naszych polskich nazw na angielskie odpowiedniki. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak cierpi nasz język – zatracamy nasze wyrazy, co w krótkiej perspektywie czasu (około 10-15 lat) doprowadzi nas do katastrofalnego w skutkach poziomu ojczystej mowy.

Propagujcie polskie słówka, starajcie się nie ulegać zbędnym zangielszczeniom typu: Jestem bizyJestem zajęty.

Mam nadzieję, że powyższy króciutki felieton przybliżył Wam ten narastający problem.

PS A Wy co myślicie o tego typu zangielszczeniach w naszym języku? Uważacie je za stosowne? Używacie ich często?