Wiedźmiński zlot: między magią, a rzeczywistością – relacja i wrażenia

News - Redakcja

Wiem, wiem – nie Wiedźmiński zlot, tylko IV GameCon, ale jak dla mnie był mocno wiedźmiński (bo wiadomo, że przy naszym Wiesiu żaden LoL, asasyn, czy Dragon Age nie ma szans:-) więc pozwoliłem sobie tak napisać. Jak było? Pięknie, naprawdę pięknie, szczegóły i mała fotorelacja w rozwinięciu!

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Na wstępie chciałbym podziękować wszystkim osobom, na które się natknąłem przygotowując do tego wydarzenia – bez Was z pewnością by się nie udało! Zarazem serdeczne pozdrówki dla wszystkich ludzi, których miałem przyjemność (i to jaką!) spotkać na samym zlocie!

Zacznę od tego, że jestem osobą hmm z lekka specyficzną – mam swój świat i spojrzenie na niego oraz ludzi, jakiś tam niespisany kodeks wartości, którym się kieruję – więc raczej unikam tego typu imprez. Jednak na Wiedźmiński zlot, pomimo wielu przeciwności losu, zdecydowałem pojechać się w ciągu kilku sekund całkiem bez zastanowienia. Dlaczego? Sam nie wiem, może miałem dobre przeczucie, może po prostu chciałem rzucić sobie kolejne wyzwanie, może spowodowała to wiedźmińska pasja… W każdym razie decyzji nie żałuję nawet w ułamku procenta. ;-)

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Na zlot dojechałem wraz z nieznanymi mi wcześniej innymi uczestnikami - Amdirem, jego żoną i córką - w piątek wieczorem około godziny 20. W ośrodku trafiliśmy akurat na wieczorną biesiadę (czyli kolację). Wszedłem do karczmy, a tam mniej więcej 30 osób, oczywiście wszyscy mi nieznani. Cóż poradzić – musiałem nawiązać pierwsze kontakty, co poszło niesamowicie szybko. Myślicie, że taki wygadany, a zarazem pamiętliwy ze mnie huncwot? Nic z tych rzeczy - po prostu atmosfera na zlocie była od początku wręcz nieziemska, a z upływem czasu było tylko lepiej. :-) Nigdy wcześniej w tak krótkim czasie nie poznałem i nie zapamiętałem tylu nowych wspaniałych osób. Sama uczta, choć niestety limitowana ilościowo, była przednia.

Potem, aż do późnej nocy, był czas wolny przeznaczony na gry i zabawy towarzyskie. Zaczęło się od takiej fajnej zabawy o tytule Sabotażysta, następnie zgadałem się z „wiedźmińską ekipą” na czele ze świetnie znaną z forum Vadi, którzy przywieźli ze sobą na zlot całą zbrojownie, czyli m.in.: miecze, zbroje, łuki i topór! Zawsze chciałem poczuć się jak rycerz. A wtedy miałem świetną okazje. Bajka!

Dzień drugi, zacząłem tak jak uwielbiam, czyli od porannego biegania po pobliskich górach Opawskich (ośrodek był położony na terenie parku krajobrazowego). Nie było łatwo, ale gdyby było, to nie byłoby warto. :-) Widoki przepiękne, trasa biegowa również. Wiecie i tutaj dochodzę do tego, co było najlepsze na zlocie, i co według mnie jest zarazem najlepsze w życiu – chodzi o bycie sobą. Tam mogłem je najlepiej docenić, to jaką jest wielką wartością, jak bardzo cieszy. Jednym z dosłownie miliarda przykładów była właśnie ta sytuacja, gdy wstałem o siódmej rano aby pobiegać i nikt mi nie mówił „nie”, nie narzekał, wręcz przeciwnie widziałem uśmiechy, a to cieszy i jest bezcenne! :-)

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Następnie miałem przyjemność spróbować się w walce na miecze, a konkretnie bezpieczniaki. Musicie wiedzieć, że osobiście nienawidzę przemocy. Bijatyki? To nie dla mnie, mogę je zaszczycić co najwyżej pogardliwym spojrzeniem… Jednak zawsze marzyło mi się stoczyć walkę na miecze, poczuć się jakbym żył w XV wieku, służył u boku Jagiełły i księcia Witolda… Niesamowite! :-) Doskok, parada, cięcie. Doskok, finta, piruet, odskok, parada ukośnie na plecy. Troszkę koloryzuję, ale uwierzcie - coś pięknego moi mili! :-) Uczyłem się dość szybko (zbierając kolejne siniaki), jednak wiadomo, że nie da się zostać mistrzem miecza w ciągu kilku godzin. Niemniej nie było źle, ponieważ braki w technice godnie nadrabiałem zaciętością. Jak pomyślę sobie z perspektywy czasu, to podczas walki jedynie zabrakło wiedźmińskiego utworu Vadera „Sword of the Witcher” w tle.

Potem były prelekcje (o Dragon Age’u, Assassin's Creedzie oraz przygotowana przeze mnie o Wiedźminie) i prowadzony przeze mnie konkurs z wiedzy o Wiedźminie. Konkurs udał się naprawdę fajnie – zainteresowanie było spore, zabawa przednia i… muszę tylko pamiętać, aby w przyszłości nie robić konkursów opartych na swoich refleksjach z Wiedźmina. ;-) Aha i na pohybel… już Wy wiecie komu! :-)

Z kolei moja wiedźmińska gadka (nie zdradzę tematu, ale najpewniej pewien artykuł pojawi się na Warowni już niebawem) wyszła mi może nie najlepiej, ale wspomnienia mam pozytywne, a to najważniejsze. Napiszę tutaj tylko iż na prelekcji pojawiła się świetna refleksja (niestety nie pamiętam kogo), że każdy z uczestników zlotu jest w swoim codziennym otoczeniu inny. Coś w tym jest i jakie to było fajne coś takiego usłyszeć! ;-)

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

Po południu, poza kolejnymi szermierczymi starciami (z tego co wcześniej napisałem raczej przekaz jest jednoznaczny, jak bardzo się w to wkręciłem), odwiedziliśmy również olimpijski basen. Zdecydowanie najlepszy na jakim byłem na otwartym powietrzu w Polsce. Jedynie woda była mocno rześka, ale to też i dobrze, bo im bardziej rześka, tym bardziej zdrowa. :-)

Wieczorem była okazja postrzelać z profesjonalnych łuków – tzw. dwunastek i osiemnastek. Krótko mówiąc, zabawa przednia i świetnie spędzony czas. Potem była dyskoteka, z której musiałem się około północy zwinąć, bo kolejnego dnia o świcie wypadało mi wracać ze zlotu.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

W niedzielę wstałem chwilę po czwartej. Wypiłem herbatkę i wyszedłem po cichutku z chatki w świat… prawie niczym Geralt. ;-) Potem, tak jak wcześniej planowałem, zdecydowałem się wrócić do domu stopem. Najpierw przeszedłem około ośmiu kilometrów na pieszo do Prudnika, bo nikt nie jechał o tej porze, a potem się udało – jako stopa złapałem autokarową pielgrzymkę Radia Maryja do Częstochowy. Ale jak tam było nie napiszę, bo to już inna historia… ;-)

Podsumowując, na zlocie byłem krótko, bo tylko od piątku wieczorem do niedzielnego świtu (całość trwała tydzień), ale może właśnie dzięki temu udało mi się z niego wyciągnąć najlepszą esencje i uniknąć grama nudy? Te dwa dni były czystą kwintesencją tego co lubię! To był bardzo dobrze spędzony czas, było wspaniale. Po 30h obecności na zlocie odniosłem wrażenie, że byłem tam co najmniej tydzień. Następnym razem też przyjadę i wtedy już nie na kilkanaście godzin.

Wygraj książkę Wiedźmin: Sezon Burz!

PS Żeby nie było, że pisze w samych superlatywach, bo wiadomo – życie ma jakieś tam wady… nie wyspałem się. Zdecydowanie w tych dniach zabrakło snu. ;-)

Do zobaczenia na kolejnym zlocie!

Relację z całego zlotu autorstwa ludzi z Raportu Gracza możecie przeczytać tutaj.