Wiedźmińskie opowieści z Novigradu... - część 3

News - Wiedźmin

Dzisiaj, na ukoronowanie mijającego tygodnia, mamy dla Was coś iście specjalnego - ostatnią, trzecią część Wiedźmińskich opowieści z Novigradu..., autorstwa naszego dobrego redaktora Warzocha! :-) Według mnie jest naprawdę świetna (tak, jak całość), gorąco polecam! Pierwszą część opowiadania można przeczytać tutaj, a drugą tutaj.

I

Geralt rozejrzał się po karczmie, była pusta, tak jak zwykle rano. Za ladą przy wejściu siedział tylko karczmarz Elias, który wycierał kufle. Wiedźmin podszedł do szynkwasu i zadał pytanie.

- Witam gospodarzu! Gdzie się wszyscy podziali?

- A witam! W robocie siedzą – odpowiedział z uśmiechem Elias.

Geraltowi się śpieszyło, więc od razu zapytał o strażnika. Oberżysta popatrzył na Wiedźmina i po chwili milczenia odłożył kufel i powiedział.

- Niestety, ale żadnego strażnika tu nie było. Jedynym gościem jest kupiec Danti Biberveldt.

- Naprawdę? Mogę z nim pomówić? - spytał się Geralt, wyraźnie zadowolony.

- Kupiec spożywa strawę w osobnej salce, wyraźnie zaznaczył, żeby nikt mu nie przeszkadzał...

Do Wiedźmina powoli coś docierało, cerber wyraźnie prosił go o rozmowę w karczmie. Wiedział też, że na wnioski przyjdzie jeszcze czas. Pierwej musiał się spotkać z kupcem.

- Muszę koniecznie porozmawiać z kupcem, to bardzo ważne – powiedział Geralt do zaskoczonego nagłym żądaniem Eliasa.

- Pan Biberveldt wyraźnie prosił o spokój... ale zawsze można zapytać... za drobną opłatą – odpowiedział karczmarz.

Wiedźmin wyciągnął dwie monety z kubraku i położył na ladzie. Oberżysta wyszedł przez tylne drzwi, które były lekko uchylone. Po chwili wrócił i przekazał.

- Kupiec zgodził się na spotkanie, możecie do niego pójść.

- Dziękuje - odpowiedział Geralt i udał się w kierunku drzwi na spotkanie z Dantim Biberveldtem.

II

Kupiec siedział przy stole jedząc owsiankę. Cała salka była malutka, jedynie pośrodku stał jeden wielki stół. Obok Dantiego znajdowało się zamknięte okno. Geralt spojrzał na kupca, a ten nagle wstał i wyciągnął rękę do Wiedźmina.

- Witaj Geralt! Kiedy stary Elias powiedział mi, któż chcę się ze mną widzieć – od razu się zgodziłem na spotkanie – powiedział Danti, ściskając dłoń Geralta.

Po chwili, Biberveldt z powrotem zasiadł do stołu. Wiedźmin wciąż patrzył, aż przypomniał sobie swoją dawniejszą wizytę w Novigradzie i akcję z dopplerem Dudu oraz Jaskrem.

- Również witam! Sprawę mam – powiedział po chwili Wiedźmin.

- Jaką Geralt, powiedz mi. Na pewno ci pomogę.

- Chodzi o Jaskra, porwał go mag Lawirus. Wiemy gdzie przebywa, ale potrzebujemy pomocy pewnego stażnika. Ów strażnik pomógł mi wydostać się z lochu.

- Nie ma cię po co trzymać w niepewności i ułudzie, Wiedźminie...

Danti wstał i podszedł do okna. Potem w miejscu gdzie stał kupiec pojawił się mały karzełek. Wiedźmin był zdziwiony i zaskoczony, ale zrozumiał.

- Widzisz Geralt? Przez ten cały czas to byłem ja! Dudu! - powiedział doppler.

- Cały czas byłeś w postaci strażnika... ale po co?

- Chciałem ci pomóc, wiedziałem o bardzie. Wiedziałem też, że pojawisz się w Novigradzie tak szybko, jak będzie to tylko konieczne. Przyjąłem postać strażnika na prośbę Virusa.

- Czyli miałeś się nie ujawniać? Do tej pory? Wszystko było ukartowane?

- Tak... ale mieliśmy swoje pobudki. Widzisz Geralt – Virus to też doppler. Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi i chcieliśmy ci pomóc z tym magiem. Nie byliśmy pewni, jak zareagowałbyś wcześniej na nasze ujawnienie. Wybacz...

- Nie ma za co wybaczać Dudu, teraz trzeba pomóc Jaskrowi.

- Masz rację Wiedźminie, myślę że powinniśmy udać się do posiadłości mego przyjaciela. Tam przygotujemy się do konfrontacji z magiem.

Dudu z powrotem przemienił się w kupca Dantiego Biberveldta, wyciągnął z bogato zdobionego płaszcza parę złotych monet i położył je na stole. Potem wraz z Geraltem udali się w kierunku wyjścia z karczmy.

*******************************************************************************************

Przed wejściem do posiadłości dopplera-szlachcica, Dudu przybrał formę strażnika. Szybko przeszli obok pilnującego domu cerbera i udali się do prywatnego pokoju Virusa.

Przyjaciel Dudu siedział przy biurku czytając jakiś list, gdy spojrzał kto wszedł do pokoju od razu się uśmiechnął i powiedział.

- Witajcie! Nareszcie przybyliście!

- Witaj Danti! - odpowiedział strażnik-Dudu.

- To jaki plan? - włączył się Geralt.

- A tak, wszystko mu powiedziałem... teraz zajmijmy się akcją dywersyjną – odpowiedział Dudu, patrząc w oczy szlachcica.

- Dobrze, Wiedźminie twój krasnoludzki przyjaciel – niejaki Sheldon poprosił mnie, abym ci przekazał że poszedł zebrać oddział – powiedział Danti.

- Oddział?

- Tak, na moją prośbę. Plan już ustaliliśmy wcześniej, jeszcze bez waszego udziału.

- Jaki to plan?

Dudu wyciągnął z kieszeni ogromny zwój pergaminu, położył na najbliższym stole i rozłożył. Była na nim namalowana ogromna mapa, a raczej plan budynku.

- To jest dokładna rekonstrukcja świątyni, w której ukrywa się Lawirus. Z oficjalnych źródeł archiwalnych - powiedział Dudu.

- Konkretnie, to są oryginalne szkice narysowane przez samych twórców świątyni Wiecznego Ognia. Bardzo ciężko było je zdobyć... - dopowiedział Virus.

- To może przejdziemy do planu dywersyjnego – powiedział Geralt.

- Dobrze, więc zrobimy tak... Wiedźminie udasz się na tyły świątyni, tam czekać będzie na ciebie Dudu. Potem, na wasz sygnał, wkroczą strażnicy miejscy oraz oddział wraz z twoim przyjacielem – odpowiedział szlachcic-doppler.

- A jakiś haczyk? Z pewnością mag na mnie czeka i spodziewa się zasadzki.

- Wiemy, dlatego dostaniesz specjalny amulet – przeciw magom.

Virus wyciągnął z szuflady złoty amulet z czerwoną kulką na środku. Podał Geraltowi, a ten włożył go i poczuł impuls swojego Wiedźmińskiego medalionu.

- Wiedźminie, od ciebie zależą losy twojego przyjaciela. Ruszaj! Będę na ciebie czekać - powiedział Dudu.

Geralt z Rivii wiedział co robić, znał plan i udał się do wyjścia z posiadłości.

*******************************************************************************************
I

Świątynia Wiecznego Ognia robiła niemałe wrażenie swoją wielkością. Geralt udał się na tyły budynku, jak powiedzieli mu jego mali przyjaciele. Czekał na możliwość bezpośredniego starcia z magiem Lawirusem.

Dudu czekał na niego przy małych drzwiach. Doppler powiedział, że należy się spodziewać najgorszego. Wiedźmin również spodziewał się najgorszego, więc wyciągnął stalowy miecz z pochwy na plecach. Dudu wyciągnął nóż i razem przeszli przez drzwi prowadzące do świątyni Wiecznego Ognia.

II

Posadzka była poplamiona krwią, obok na ziemi leżały ciała kapłanów Wiecznego Ognia. Geralt i Dudu mieli w gotowości swoją broń. Na przeciwko nich były drzwi, które były lekko uchylone – nie miały klamki. Przeszli przez nie i ujrzeli Jaskra znajdującego się w klatce nad ogromnym kołem z ognia. Obok stał Lawirus.

- Proszę, proszę! Któż to nas odwiedził bardzie. Zobacz, to twój przyjaciel – powiedział mag.

- GERALT! GERALT! POMOCY! - wrzeszczał Jaskier.

Geralt przed wyjściem z posiadłości wypił swoje eliksiry. Miał zwiększoną mobilność i refleks. Spojrzał na sznur, na którym była powieszona klatka z Jaskrem – urywał się. Skierował wzrok na Lawirusa, śmiał się. Popatrzył na swojego towarzysza, był przerażony.

- Wiedźminie, twój przyjaciel zginie. Możesz jednak temu zapobiec, liczysz się ty. Opuść miecz - powiedział Lawirus, wyraźnie z triumfem.

- NIE RÓB TEGO GERALT! - darł się Jaskier.

- Twój wybór Wiedźminie – powiedział z satysfakcją mag.

W tym samym momencie, Dudu wycelował nóż w maga i rzucił. Lawirus z łatwością wyczarował tarczę ochronną, nóż odbił się. Doppler padł na posadzkę z plamą krwi w okolicach serca. Wściekły Wiedźmin rzucił się na maga, wiedział że ma amulet ochronny.

- To twój błąd! Zginiesz! - wydarł się Lawirus i rzucił w Geralta kulę ognia.

Kula odbiła się od Geralta i poszybowała w górę. Posypał się gruz. Lawirus, jeszcze bardziej wściekły, zaczął rzucać zaklęcia na oślep. Wiedźmin osiągnął swój cel, wywołał wściekłość maga. Lekko uniósł miecz i zaatakował Lawirusa. Pociekła krew, gdy Geralt próbował zadać drugi cios, maga już nie było.

W tym samym momencie koło z ognia zgasło, a do świątyni wbiegli strażnicy miejscy wraz z oddziałem krasnoludów na czele z Sheldonem.

- Geralt! Nic wam nie jest? - zawołał Sheldon.

- Nie! Trzeba pomóc Jaskrowi i Dudu! - odpowiedział Geralt.

Wiedźmin przykucnął przy dopplerze i zobaczył, że mocno krwawi – wiedział, że nie zostało mu wiele czasu życia. Wyciągnął buteleczkę z remedium. Dudu wypił jednym duszkiem i przewrócił się na bok. Zemdlał.

W tym samym momencie podszedł do niego krasnolud Skaggs.

- A gdzie ten skurwysyn? - spytał się Sheldon w momencie, gdy jego oddział wyciągał nieprzytomnego barda z klatki.

- Teleportował się...

- Trzeba go znaleźć i dobić!

- Wiem, nawet domyślam się co planuje... chodź ze mną Sheldon, pomożesz mi.

*******************************************************************************************
I

Mnóstwo ludzi zebrało się wokół Wielkiej Szpicy. Zaczęło padać. Geralt i Sheldon przedzierali się wśród tłumu i zobaczyli stojącego na szczycie świątyni szalonego maga.

- Ludu Novigradu! Czas zakończyć wasze cierpienia! Koniec bzdurnych konfliktów i rasizmu! Nastała nowa era! Era panowania Lawirusa, najpotężniejszego z magów!

Sheldon szturchnął Geralta i zobaczyli zbliżający się w ich kierunku oddziału rycerzy Wiecznego Ognia z hierarchą Hemmelfartem na czele. Rycerze stanęli w zwartym szyku, a hierarcha Novigradu rzekł.

- Wiedźmin Geralt z Rivii i jak mniemam krasnolud Sheldon Skaggs. Cóż za spotkanie... w momencie, gdy ten szaleniec próbuje zrujnować moje miasto.

- Hierarcho, próbujemy go zabić. Porwał mojego przyjaciela, którego ocaliliśmy, ale teraz czas wyrównać porachunki – odpowiedział Geralt.

Będziesz miał okazję Wiedźminie. Wiem, że twoja wiara jest... słaba, mimo to pozwolę ci się nim zająć. Jeśli ci się nie powiedzie, wkroczy mój specjalny oddział do akcji.

- Dobrze, a co z kapłanami Wielkiej Szpicy?

- Zostali ewakuowani przez moich magów. Nie ma już nikogo w świątyni. Masz wolną drogę Wiedźminie, możesz go zabić. Ruszaj zatem!

Geralt przecisnął się przez tłum, za nim szedł milczący Sheldon. Otworzyli wrota świątyni i wkroczyli do środka.

II

W środku Szpicy wszystko było tak jak należy. Ani śladu po kapłanach. Geralt biegł, a za nim podążał krasnolud. Spenetrowali parę pięter, aż doszli na sam szczyt. Wiedźmin wywarzył kopniakiem drzwi i wkroczyli na dach wielkiej świątyni. Lawirus już tam czekał.

- Czas wyrównać porachunki mutancie! Zabić go! - krzyknął mag.

I nagle na Wiedźmina i Sheldona uderzyła grupa dwóch mutantów. Byli piekielnie szybcy, ale Geralt miał zwiększony refleks i udało mu się pokonać pierwszego poprzez wbicie miecza w głowę. Skaggs radził sobie dobrze, ale w końcu topór został wytrącony z rąk krasnoluda i w momencie, gdy miał paść ostatni cios mutanta – podbiegł Geralt i przebił go na pół.

Wściekły Lawirus zaczął rzucać zaklęciami, ale te odbijały się od Geralta. Wiedźmin podszedł do maga i przebił go. Mag zdążył tylko przewrócić oczami i zerwać amulet z szyi białowłosego. Lawirus spadł z wieży. To był koniec.

III

Geralt zszedł wraz z Sheldonem na sam dół. Porozmawiali chwilę z hierarchą Novigradu, uzyskali gratulacje. Potem dowiedzieli się, że są pilnie wezwani do posiadłości szlachcica. Udali się tam, tak jak szybko mogli. Weszli do wskazanego pokoju i zobaczyli leżącego na łożu Dudu. Miał zamknięte oczy. Wiedźmin zrozumiał, że jego mały przyjaciel nie żył. Eliksir nie zadziałał.

Po chwili do pokoju wszedł Danti Virus i Jaskier. Obolały zasiadł do stołu. Szlachcic po chwili powiedział.

- Niestety, nie wytrzymał toksyny. Zmarł na miejscu...

Wiedźmin popatrzył to na Jaskra, to na Virusa i był zawiedziony. Po chwili bard wstał i uścisnął dłoń Geraltowi, a następnie powiedział.

- Dziękuje Geralt, przyjacielu. Za ratunek. Dudu, to był dobry przyjaciel. Napiszę o tym balladę, najlepszą w swoim życiu.

- Nie ma za co Jaskier. Napisz ją, niech to będzie godne zwieńczenie tej parszywej przygody...

KONIEC!