Wiedźmińskie opowieści z Novigradu... - część 2

News - Wiedźmin

Zapraszamy do miłego czytania drugiej części Wiedźmińskich opowieści z Novigradu..., autorstwa naszego dobrego redaktora Warzocha! :-) Aha, pierwszą część można przeczytać tutaj.

Geralt wiedział, że właściciele domu "Braci Borsodych" mu nie pomogą. Nie pomylił się, rzeczywiście nic mu nie pomogli. A właściwie sprawiali wrażenie jakby w ogóle nie chcieli mu pomóc. Wiedźmin nie przejął się tym za bardzo, ale mimo to czuł wyraźną niechęć do wszelkiej rozmowy z "wyższą" klasą drabiny społecznej miasta Novigrad.

Mimo wszystko stało się coś, czego wiedźmin się nie spodziewał. Miało to miejsce, gdy wychodził zrezygnowany z domu aukcyjnego po rozmowie z właścicielami...

- Geralt! Geralt! - ktoś wydzierał się do niego na całą ulicę.

Wiedźmin spojrzał kto do niego woła i zobaczył przeciskającego się spośród tłumu, krasnoluda Sheldona Skaggsa. Znajomy krasnolud, przecisnął się do zaskoczonego Geralta i szybko powiedział.

- Geralt! Ten pierdolony Novigrad jest nie do zniesienia, wszędzie tłumy i nigdzie dojść się nie da... - po czym soczyście splunął na ziemię.

- Sheldon! Co tu robisz? - spytał Geralt, starając się uśmiechnąć.

- Nie będziemy gadać o suchym pysku, Wiedźminie. Chodź, trzeba się przecisnąć do jakiejś karczmy, napić i dopiero pogadamy – odpowiedział Sheldon z uśmiechem, po czym splunął na ziemię po raz drugi.

******************************************************************************

Znaleźli pustą oberżę w środku miasta. Sheldon od razu poszedł po piwo, a Geralt przysiadł do najbliższego stolika. Po chwili dosiadł się z uśmiechem na ustach krasnolud, trzymając w ręku dwa kufle piwa.

Pierwszy głos zabrał Sheldon.

- Widzisz Geralt, przybyłem do Novigradu w celach zarobkowych. Niestety gnój, który miał mnie zatrudnić oraz mi płacić, spieprzył przed debilami od Wiecznego Ognia... strasznie się wkurwiłem, ponieważ miałem nadzieję na dobrą robótkę i zarobek... - opowiadał, co jakiś czas popijając piwo.

- A jaką chciałeś konkretnie fuchę? - spytał się Geralt.

- Miałem być ochroniarzem, przez krótki okres taka jego mać... niestety wszystko poszło się paść i to zaś przez względy religijne oraz urojenia kapłanów...

- Sheldon, słyszałeś o porwaniu Jaskra?

Taaak... paskudna sprawa Geralt... gdybym tylko dorwał tego skurwysyna, to bym mu nogi z dupy powyrywał! Na pohybel, Wiedźminie!

- Na pohybel!

Wzięli duży łyk piwa, potem Geralt zaczął opowiadać o tym, co udało mu się dowiedzieć o porywaczu. Robił to z wyraźnym niesmakiem.

- To jakiś mag, niejaki Lawirus... próbuje go wytropić z pomocą szlachcica i strażnika miejskiego, który mnie zna.

- Zaś jakiś mag z urojeniami? Kto to w ogóle jest?

- Tego jeszcze nie wiem, ten mag zabił mnóstwo ludzi u "Braci Borsodych". Ciał nie znaleziono...

- A rozmawiałeś z właścicielami?

- Tak, ale ci cali właściciele to nadęte dupki i nie chcieli w ogóle pomóc... - Geralt wziął łyk piwa.

- Zawsze mówiłem, że szlachta ludzka to sukinsyny dbające tylko o własny interes...

- Najgorsze, że nie wiem od czego zacząć poszukiwania wskazówek, gdzie może się ukrywać ten mag...

- Nie wiem, gdzie gnój mógł się ukryć, ale znajdziemy go Wiedźminie. Pomogę ci w tym – skwitował Sheldon.

Wypili do końca resztę pozostałego w kuflach piwa i wyszli z karczmy.

**************************************************************************

Jaskier obudził się skuty łańcuchem w jakiejś klatce. Nic nie widział przez ciemność. Najgorsze jednak było to, że nic nie pamiętał. Czuł ogromny ból przy lewym udzie i domyślał się najgorszego.

Bard nie wiedział co robić i zaczął wrzeszczeć.

- Pomocy! Czy ktoś mnie słyszy?!

Nagle znikąd zapaliło się jasne światło i oświetliło cały pokój. Obok klatki, gdzie leżał skuty Jaskier, stały dwa stoły z różnymi przyrządami. Na podłodze widoczna była krew, coraz bardziej przerażony bard spostrzegł, że w pokoju stoi ktoś jeszcze. Był to dziwacznie ubrany człowiek. Miał na sobie pelerynę w kolorze krwistym, a sam był odziany w całkowicie czarny ubiór. Mężczyzna podszedł do klatki i zaczął się śmiać, po chwili zaczął mówić.

- Widzę, że mój specjalny gość się obudził. Dobrze, bardzo dobrze.

- Kim ty jesteś do cholery?! Co to za miejsce?! - spytał przerażony, a zarazem wściekły Jaskier.

- Spokojnie, to miejsce nazywam "pustą przestrzenią". Tu odbędzie się wyjątkowe przedstawienie, jak w twoich balladach. Będziesz jednym z głównych aktorów... - odpowiedział wyraźnie z siebie zadowolony mag.

- O czym ty mówisz?

- Pokażę wam wszystkim, każdemu mieszkańcowi Novigradu! Kim jest Lawirus, najpotężniejszy z wszystkich magów! Zabije cię bardzie, ale trzeba poczekać na jeszcze jednego aktora.

- Postradałeś zmysły magu! Wypuść mnie!

- Milcz! Zabiję cię i będę się rozkoszował widokiem twojego ciała wywieszonego na Wielkiej Szpicy! Jednak trzeba poczekać na Geralta z Rivii... dla niego przygotowałem coś specjalnego...

- Myślisz, że uda ci się tak łatwo złapać Geralta? Dorwie cię i poćwiartuje! - Gdy Jaskier wypowiedział ostatnie słowa, Lawirus wyciągnął nóż i dźgnął go w ranę na lewym udzie. Ból był okropny.

- Mówiłem ci żebyś milczał! Już wiem jak ściągnąć tu twojego przyjaciela, widziałem jak szuka wskazówek, jak węszy. Dam mu ją, dostanie swoją upragnioną wskazówkę...

Nagle Lawirus zniknął, a w "pustej przestrzeni" ponownie zrobiło się ciemno. Jaskier był śmiertelnie przerażony, a do tego dochodziła krwawiąca rana i myśli o własnej śmierci oraz Gerata. Z pewnością nie było dobrze...

*******************************************************************

Wiedźmin wraz z krasnoludem Sheldonem pytali różnych ludzi o morderstwo w domu aukcyjnym. Nikt nic nie wiedział, a Geralt coraz bardziej tracił wiarę w możliwość znalezienia jakiejkolwiek wskazówki. Sheldon Skaggs nie pomagał swoimi komentarzami na temat ludzi i Novigradu, a do pasma nieszczęść można było jeszcze zaliczyć deszcz.

Właśnie mieli odwiedzić świątynie Wiecznego Ognia, gdy zobaczyli tłum ludzi. Zdziwili się mocno i ruszyli zobaczyć, skąd to zbiegowisko.

- Wy sukinsyny! Oszuści! - krzyczał tłum w kierunku świątyni.

Nagle do Sheldona podbiegło trzech ludzi z nożami i zaczęli krzyczeć.

- Patrzcie! Nieludź! Ogolimy tą jego brodę!

- Milcz chłystku, albo cię potnę! - odpowiedział krasnolud, wyciągając mały toporek.

Bandyci rzucili się na oślep, wiedźmin wyciągnął swój stalowy miecz – Sheldon ułożył w ręce toporek. Geralt łatwo sparował pierwszy cios od grubego bandyty, który próbował ciąć na wprost. Sheldon też uniknął z dziecinną łatwością ciosu napastnika i wbił toporek w bok bandyty. Pociekła krew. Wiedźmin zrobił piruet i wraził miecz prosto w serce grubasa. Ostatni bandyta popatrzył na Geralta i Sheldona po czym popełnił największy błąd w swoim życiu.

Rzucił się na Sheldona, co poskutkowało, że jego żywot się zakończył, poprzez wbicie toporka krasnoluda w jego czoło. Kamrat Geralta krótko podsumował to najście.

- To niesamowite, ilu skurwysynów żyje jeszcze na świecie...

Geralt zobaczył, że przy zwłokach grubego bandyty leży zwitek papieru. Podniósł go i przeczytał. Był bardzo zaskoczony.

"W świątyni wiedźminie, twój przyjaciel na ciebie czeka..."

- Nie wiem jak dostaniemy się do świątyni, ale trzeba powiedzieć o wszystkim Dantiemu – z pewnością nam pomoże – powiedział Geralt.

- Wiesz Geralt co sądzę o ludzkiej klasie wyższej... ale niech będzie, chodźmy!

**************************************************************************************************************

Danti Virus słuchał z przejęciem wszystko co Geralt opowiadał. W momencie, gdy wiedźmin pokazał szlachcicowi list, ten przeczytał i zaczął mówić.

- Słuchaj mnie wiedźminie, ten list jednoznacznie wskazuje co planuje nasz przeciwnik – chcę cię wciągnąć w pułapkę. Jednoznacznie kieruje cię do świątyni, wystawiając cię na próbę...

- Jaką zaś próbę?

- Wie wszystko co robisz, śledzi z pewnością każdy twój ruch. Testuje twoją cierpliwość, chce abyś go odnalazł... nie wiem co on kombinuje...

Krasnolud Sheldon Skaggs, który odkąd pojawili się w willi Dantiego z nieufnością patrzył na szlachcica, postanowił włączyć się do rozmowy.

- Geralt nie pójdzie od tak sobie do tej całej świątyni, przecież to jakiś debilny mag z kompleksami. Najważniejsze to uratować Jaskra, więc panie Danti oczekuje na jakąś rozsądną propozycję, jak tego z wiedźminem możemy dokonać!

- To nie takie proste Sheldon... nie wiemy czego się po Lawirusie spodziewać... - odpowiedział spokojnie Virus.

Geralt zastanawiał się, jaki ten Lawirus ma cel. Porwał Jaskra, pragnie jego, tylko o co mu chodzi.

- A co z naszym przyjacielem, tym strażnikiem – odezwał się po chwili Geralt.

- On teraz nie może... a z resztą sam ci powie... oczekuje ciebie "Pod Grotem Włóczni". Powiedział, że chcę ci powiedzieć coś ważnego – potem pomyślimy – odpowiedział Danti.

- Jest jeszcze coś, przed tą świątynią Wiecznego Ognia był tłum ludzi? O co chodziło? Nie wiesz może?

- Słyszałem tylko, że wszyscy kapłani nie dają znaku życia w tej świątyni. Ludzie są oburzeni, bo kapłani nie wypełniają swych obowiązków od paru dni...

- Pewnie Lawirus, dobrze... to ja udam się do karczmy na rozmowę...

- A ja pomyślę jak dostać się do świątyni i nie dać się wyciulać przez pułapkę – skwitował Sheldon.

- Idź Wiedźminie, strażnik odmawiał pomocy gdyż bardzo chciał z tobą porozmawiać, a czas nagli!

Wiedźmin wstał i udał się do wyjścia z willi, czekała go rozmowa z tajemniczym cerberem i ostateczna konfrontacja z Lawirusem. Czas uciekał, a przecież Jaskrowi mogła stać się krzywda w każdej chwili...

Ciąg dalszy nastąpi...