Wiedźmińskie opowieści z Novigradu... - część 1

News - Wiedźmin

Dziś mamy dla Was nie lada niespodziankę. Otóż nasz dobry redaktor Warzoch właśnie... napisał debiutanckie opowiadanie (a dokładnie jego pierwszą część) osadzone w uniwersum Wiedźmina. Nowela wyszła mu naprawdę nieźle... zresztą oceńcie sami. Miłego czytania! :-)

Novigrad, rok 1260.

Novigrad to bez wątpienia piękne miasto, pełne życia i przepychu. Każdy znajdzie rozrywkę dla siebie, są tutaj zamtuzy i rozmaite karczmy zapraszające swoją bogatą ofertą przechodzących obok mieszczan. Jednak są też mroczne zaułki, gdzie zapuszczają się osobnicy spod ciemnej gwiazdy. Odkąd Novigrad istnieje, nigdy nie wydarzyło się coś takiego jak w lipcu 1260 roku.

Pewien zakapturzony człowiek wszedł właśnie do karczmy "Pod Grotem Włóczni". Oberża po południu zawsze jest pełna, więc nieznajomy musiał przeciskać się wśród rozmaitej klienteli, głównie budowlańców, aż doszedł do szynkwasu.

- Piwa – rzekł zakapturzony człowiek do karczmarza, który wyraźnie się przyjrzał nieznajomemu. Długo nie zwlekał, sięgnął po najbliższy kufel i nalał do niego piwa z beczki, a następnie podał tajemniczemu klientowi.

- Skąd do nas przybywasz nieznajomy? - spytał się zaciekawiony karczmarz.

- Z daleka – odpowiedział chłodno zakapturzony człowiek.

- A imię jakieś nosicie?

- Nie twoja sprawa, czemuś taki ciekawski jeśli można wiedzieć?

- Chcę wiedzieć komu wydaję piwo – zaśmiał się ochryple karczmarz, który wyraźnie dostrzegł błysk żółtych oczu spoglądających spod kaptura nieznajomego.

- Izby na nocleg szukam... czy można w tej oberży takową znaleźć?

- Można, można... 5 koron się należy...

Nieznajomy wyciągnął z kieszeni pięć złotych monet i położył na szynkwasie. Wypił do końca piwo, odłożył pusty kufel i w momencie gdy szykował się do wyjścia, do gospody "Pod Grotem Włóczni" wszedł uzbrojony mężczyzna. Miał przepaskę na lewym oku. Od razu zrobiło się cicho. Nowo przybyły podszedł do szynkwasu, krzywo popatrzył na karczmarza i zakapturzonego człowieka.

- Piwa! - krzyknął ochryple.

- Dobrze, już nalewam Bortul... ale mam nadzieję, że nie zrobisz rozróby jak poprzednio... - odpowiedział wyraźnie zdenerwowany karczmarz, chwytając najbliższy kufel.

- Nieeee... oczywiście, że nie Eliasie...

Bortul nagle zwrócił wzrok w kierunku zakapturzonego człowieka i równie nagle wyciągnął miecz, który miał przypasany, strasznie przy tym krzycząc.

- Ja cię znam! Wiem, że to ty! Ty jesteś rzeźnikiem z Blaviken! Teraz zapłacisz za swoje zbrodnie wiedźminie!

Wiedźmin szybko uniknął próby ciosu miecza Bortula i zrobił półpiruet. Zdenerwowany człowiek nie rezygnował z próby morderstwa i próbował zadać drugi cios, tym razem niżej. Wiedźmin lekko podskoczył i uniknął drugiego ciosu. Zdenerwowany Bortul, wrzeszczał na całą karczmę.

- Ty nędzny trutniu! Ty skurwysynu! Walcz jak mężczyzna!

Wszyscy goście "Pod Grotem Włóczni" łącznie z karczmarzem Eliasem stali jak wryci i obserwowali jak Bortul za wszelką cenę próbuje zabić zakapturzonego wiedźmina. Rzeźnik z Blaviken wyraźnie z niechęcią unikał każdego ciosu, aż wyciągnął miecz. Bortul zaatakował na wprost, ale jego cios został z łatwością sparowany. Człowiek ze wszelkich sił próbował w jakiś sposób zaatakować Wiedźmina i nagle poczuł ból przy przedramieniu, popatrzył i zobaczył ogromną plamę krwi. W tym samym momencie padł drugi cios i tym razem Bortul nie sparował, padł na posadzkę z rozciętą tętnicą.

Zanim do zgromadzonych ludzi dotarło to co się stało, do karczmy wbiegło czterech uzbrojonych strażników w pełnych płytach gotowych do walki. Wiedźmin wiedział, że i tak to on jest winny, więc nie protestował gdy straż kazała mu rzucić miecz. Jeden z cerberów szepnął do wiedźmina na ucho, tak by tylko on mógł go dosłyszeć.

- Spokojnie Geralt, wiem po co przybyłeś do Novigradu, pomogę ci...

*********************************************************************************************************

W lochu było zimno i śmierdziało czymś czego Geralt nie mógł zidentyfikować. Wiedział, że jest w paskudnej sytuacji, a to bez wątpienia nie pomoże mu znaleźć Jaskra. Minęły dwa tygodnie odkąd dostał list z wiadomością, że jego przyjaciel został porwany przez czarodzieja, a na razie nic się nie dowiedział. Wiedźmina zastanawiało kim był ten strażnik, który zadeklarował mu pomoc i skąd znał jego imię.

W momencie gdy Geralt rozmyślał nad swoimi sprawami, podszedł do niego jakiś wsiór z lochu, który wyraźnie zapragnął komuś dać w pysk. To był błąd, że wybrał na zaczepkę akurat jego.

- Ty... coś ty za jeden? Bo słyszeliśmy, że do lochu mieli wtrącić wtykę od klawiszy. Wiesz coś o tym?

Geralt milczał i nie zamierzał odpowiadać.

- Słyszałeś com do ciebie powiedział, nędzniku? Nie zamierzam się powtarzać! - nie dawał za wygraną osiłek.

Geralt dalej milczał i dostrzegł w oddali skrytych w cieniu bandytów, którzy obserwowali z pewnością co zrobi ich przywódca. Osiłek nie zamierzał ponownie pytać i rzucił się na wiedźmina z rękami zaciśniętymi w pięści. Wiedźmin z łatwością uniknął ciosu i sam jeden zadał w żebra, słychać było trzask i na cały loch osiłek zaczął potwornie wrzeszczeć.

- AAAA!!! Co zrobiłeś ty czarci magiku, co zrobiłeś?!

W tym momencie do celi wszedł strażnik z karczmy "Pod Grotem Włóczni", którego poznał Geralt i dwóch innych. Cerber spojrzał z pogardą po celi i rzekł.

- Zdrajcy korony i wolnego miasta Novigrad, mam dla was dwa ogłoszenia. Po pierwsze, wiedźmin Geralt z Rivii zostaje ułaskawiony w imieniu najwyższej władzy i ma się zgłosić po swoje rzeczy do depozytu więziennego, a potem do mnie. Druga sprawa, jeśli jeszcze raz usłyszę wrzaski w celi to uwierzcie mi - zostaniecie w tym lochu do końca waszego zasranego życia.

Wiedźmin zaskoczony nagłym ułaskawieniem ruszył w kierunku wyjścia. Nareszcie się czegoś dowie, pomyślał. Pierwsze co musiał jednak zrobić, to odebrać swoje miecze z rąk strażników.

*********************************************************************************************

W momencie gdy Geralt zobaczył mieszkanie, do którego miał się udać na polecenie strażnika, mocno się zdziwił. Nie tylko bogactwem i kunsztownym wykonaniem z zewnątrz, ale i stonowaniem oraz prostotą wewnątrz posiadłości. Został poproszony do gabinetu na drugim piętrze, gdzie wszedł przez przepiękne wyrzeźbione z drewna drzwi. Nie minęła minuta i do gabinetu wszedł mężczyzna w sile wieku z długimi, siwymi włosami oraz znajomy strażnik.

- Witaj, Geralt chciałem abyś poznał tego oto tutaj Dantiego Virusa, szlachcica. - zaczął tajemniczy strażnik.

- Witam. - odpowiedział zdawkowo Wiedźmin.

- Geralt, bo ty tak naprawdę nie wiesz kim jestem, a mimo to dobrze mnie znasz. Jednak poznasz moją tożsamość dopiero później. Teraz pora porozmawiać o konkretach.

- Jakich konkretach?

- Widzisz wiedźminie, zostałeś poproszony abyś przybył do mojej posiadłości nie bez powodu, wiemy o porwaniu Jaskra – włączył się do rozmowy szlachcic Danti Virus.

- To od nas Geralt, dostałeś list z informacją o porwaniu trubadura przez czarodzieja, wiedzieliśmy że przybędziesz szybko do Novigradu. - dopowiedział strażnik.

- Teraz poznasz kim jest ten czarodziej, wiedźminie. Pokaż mu list. - Machnął głową w kierunku strażnika Virus.

Geralt otrzymał list, widział przeciętą pieczęć. Przeczytał zawartość listu, który okazał się być bardzo krótki.

"Bard jest u mnie, pamiętaj o obietnicy... Pozdr. Lawirus"

- Kim jest ten Lawirus? Wiadomo coś o nim? - spytał się Geralt.

- Lawirus to jakiś potężny mag, kapituła odmawia pomocy. Jednak mamy pewien trop, ostatnio dowiedzieliśmy się, że jakiś mag odwiedził dom "Braci Borsodych".... zamordował ponad tuzin ludzi, ciał nie znaleziono... - powiedział Danti wyraźnie z niesmakiem.

- A właściciele?

- Właściciele przeżyli, ale nie było ich wtedy na miejscu tragedii... nic nie wiedzą...

- Sądzimy, że Lawirus czegoś szukał, a dom "Braci Borsodych" zawsze ma jakieś cenne artefakty i rzeczy. - dodał strażnik.

- Co mam zatem zrobić?

- Chcemy, abyś odwiedził właścicieli, ogółem powęszył i popytał.

- Jak was znajdę, gdy się czegoś dowiem?

- Udaj się tutaj, moja służba zawsze cię przyjmie wiedźminie – odpowiedział szlachcic.

- No to ruszam, a z tobą strażniku chcę porozmawiać.

- Porozmawiamy Geralt. Niebawem.

Geralt został odprowadzony na podwórze, wiedział co ma zrobić. Czas naglił.

Ciąg dalszy nastąpi...